sobota, 12 sierpnia 2017

Ta ostatnia butelka, czyli pionowa degustacja win z Winnic Wzgórz Trzebnickich i Winnicy Jakubów

 Z końcem czerwca znowu w mediach było głośno o wydarzeniu organizowanym przez poznańską restaurację SPOT. Internet wręcz rozsadziła masa pochlebnych opinii na temat imprezy z rodzimymi winami i cydrami w roli głównej. Z resztą - jak co roku. Jednak ten festiwal, był inny od poprzednich. Tam gdzie kończyły się edycje wcześniejsze, tegoroczny dopiero nabierał rozpędu.



 Czuć w tym rękę Lechosława Olszewskiego, wielkiego entuzjasty polskich win, który pomimo tego, że mógłby osiąść na laurach (wszak formuła festiwalu sprawdza się znakomicie), chce robić więcej i robić lepiej. 

No to zrobił...

pierwszą w historii polskiego winiarstwa podwójną degustację pionową.


 Jej tematem przewodnim były archiwalne butelki. O tym jak na przestrzeni lat zmieniały się ich wina opowiedzieli: Rafał Wesołowski z Winnic Wzgórz Trzebnickich oraz Michał Pajdosz z Winnicy Jakubów. Dyskusję moderował Maciej Nowicki z Winicjatywy.

Od lewej: Maciej Nowicki (Winicjatywa), Rafał Wesołowski (Winnice Wzgórz Trzebnickich) i Michał Pajdosz (winnica Jakubów)

 Napisać jednak, że próbowałam win, które od dawna nie są dostępne na rynku, to tak jakby nie napisać nic. Winiarze wygrzebali ze swoich piwniczek prawdziwe unikaty. Niejednokrotnie było to wino, którego już więcej nie spróbujemy - podczas degustacji zaserwowano ostatnią z istniejących butelek... 


Ciekawie? Bardzo! 
Sentymentalnie? Jak cholera!


 To co ujęło mnie najbardziej podczas tego spotkania to niezwykła szczerość Rafała i Michała. Trzeba odwagi by powiedzieć: nie do końca taki miał być efekt; planowałem inaczej; teraz zrobiłbym to w inny sposób. Niewielu winiarzy pozwala sobie na taką otwartość i prostolinijność. Niekiedy słuchając jakiegoś Francuza czy Włocha człowiek czuję się jak na prezentacji garnków. Nawijają makaron na uszy, a słowa nie idą w parze z tym co w kieliszku. Pieprzona propaganda sukcesu. Rafał i Michał wręcz przeciwnie - bardzo rzetelnie i surowo podchodzą do swoich win. Za surowo! 


Może w tym tkwi przyczyna szalonego tempa rozwoju polskiego winiarstwa? Całkowite poświęcenie sprawie, pasja i pracowitość.


 Degustacje zaczęliśmy od musiaków. Fajnie wypadł otwierający stawkę delikatny Yacobus Sekt (Winnica Jakubów). Jednak szczególnie do gustu przypadły mi musujące rieslingi z Winnic Wzgórz Trzebnickich. Były bardziej złożone i "poważniejsze" od, skądinąd, smacznego Yacobusa.

No a potem zaczęła się prawdziwa zabawa...


 Rafał za pomocą rieslingów przeprowadził nas przez kolejne lata w Winnicach Wzgórz Trzebnickich. Jeden szczep , cztery różne lata, cztery różne zbiory. I cztery różne wina. 

Bardzo młodziutki Riesling 2016, jeszcze wówczas nie zabutelkowany, to superlekkie, orzeźwiające wino, które "pije się samo". Rafał ze śmiechem potwierdził - "Piję je zamiast wody. Prosto z tanka".

Rocznik 2015 był dobrym rocznikiem w całej Europie. Zagraniczne media już ogłosiły go mianem "epickiego". Udał się również w Polsce. Riesling 2015 Wzgórz Trzebnickich to potwierdza. Jest bardzo aromatyczny, soczysty. Idealnie oddaje charakter szczepu. 


Riesling 2013 jest nadal bardzo cytrusowy, chociaż nie robi takiego wrażenia jak "piętnastka". Trzymał jednak zadowalający poziom pomimo trudnego i marnego rocznika, który ogółem dał słabsze wina. 

Zaskoczeniem był Riesling 2012. Dobrze zbalansowany, harmonijny. Pojawiły się w nim nuty petrolu, miodu, ale  nadal z dawką owoców i przyjemniej kwasowości.  To dojrzałe wino, które bardzo ładnie się starzeje. Miałoby potencjał na jeszcze ładnych kilka lat dojrzewania, gdyby nie to, że wypiliśmy ostatnią butelkę, która się z tego rocznika jeszcze zachowała...


 O Michale Pajdoszu z Winnicy Jakubów wspomniałam  już przy okazji festiwalu w 2015 roku. I nic się od tamtej pory nie zmieniło. Michał lubi mówić o swoich winach i winnicy, a ludzie lubią go słuchać. Opowiadając nie storni od dygresji, anegdot i wspomnień, dzięki czemu degustacja zyskuje nowy, emocjonalny wymiar. 

A emocje są przecież tym czego szukamy w winie!


 Również i z Winnicy Jakubów mieliśmy okazję spróbować cztery białe wina z różnych roczników. Jednak zamiast rieslinga, porównywaliśmy hibernala. Pomimo, że gatunek należy do tak zwanych "hybryd", cieszy się w Polsce dużą popularnością. I coraz większym uznaniem. Jak się bowiem okazuje potrafi dać nie tylko wina dobre, czy bardzo dobre. Również ponadprzeciętne. 


A pierwszym, który dostrzegł jego ogromny potencjał był założyciel Winnicy Jakubów, ojciec Michała - Artur Pajdosz. Jak się okazało słusznie postawił na tę odmianę, bo w dużej mierze dzięki niej Jakubów jest obecnie jedną z najbardziej słynnych winnic w Polsce.

 Na pierwszy ogień poszła świeżynka z 2016 roku. I od razu zaskoczenie, bo pomimo ponad 8 gram kwasowości, jest ona świetnie wpasowana w wino i nic w nim nie odstaje. 

Zaraz po niej serwowano Hibernala 2015 i tym razem była to "ostatnia z ostatnich" butelek. To tylko potwierdza, że wina od Michała rozchodzą się jak ciepłe bułeczki, a popyt na nie ciągle rośnie. Świadomość "tej ostatniej butelki" jest niepocieszająca, bo degustowane wino było w bardzo dobrej kondycji i mogłoby się jeszcze rozwijać.


Następnie był jeszcze przyjemny 2014 rocznik, ale wszyscy czekali już wtedy na największe wydarzenie - otwarcie hibernala z 2009 roku. Dla Michała Pajdosza to absolutnie wyjątkowe wino, pierwsze za które jego ojciec dostał medal (brąz na targach EnoExpo). Przyszły potem przecież i inne, wyższe nagrody, wyższe noty... Jednak to brąz za Hibernala 2009 był, najpierw dla ojca, potem dla syna, sentymentalnie najważniejszym wyróżnieniem. 


Hibernal 2009 stał się w rodzinie Pajdoszów swoistym "symbolem". Kamieniem milowym. Tym bardziej niesamowite, że Michał postanowił podzielić się z nami tą butelką. Zresztą nie bez emocji... tak intensywnych, że udzieliły się wszystkim na sali. 

Niewątpliwie była to najbardziej podniosła chwila degustacji.  


 Spotkanie zakończyliśmy trzema winami czerwonymi. Pinot noir z 2015 roku od Wzgórz Trzebnickich pokazał lekkość i świeżość, nie gubiąc przy tym elegancji. Ich kupaż Rondo/Cabernet cortis 2016 trafi do butelek dopiero na jesień tego roku. To kolejna butelka, którą tego dnia mogliśmy skosztować absolutnie premierowo. Ostatnim był Dornfelder 2015 z Winnicy Jakubów - przepyszne wino, które docenili również sommelierzy SPOTu wykupując cały zapas na swoje półki. 


Czy może istnieć lepsza rekomendacja?

3 komentarze:

  1. Zacnie się to czyta i ogląda - jednak czemu pionowa w nazwie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowo. Degustacja pionowa (nazywana też wertykalną) różni się od standardowej tym, że próbuje się podczas niej tego samego wina... tylko w różnych rocznikach. To niesamowite jak duże są różnice pomiędzy butelkami. Wino produkowane z gron z tej samej działki, z tych samych krzaków i tą samą metodą mogą się od siebie diametralnie różnić. Niestety degustacje pionowe są organizowane rzadziej niż te "standardowe", podczas których próbuje się wachlarza różnych win z portfolio producenta. Dlatego chciałam podkreślić tę różnicę zarówno w tytule jak i w tekście.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...