poniedziałek, 9 maja 2016

Winna wyspa św. Honorata

  Jeszcze tylko chwila i znów ulice Cannes zapełnią się gwiazdami, liczniejszymi niż na nocnym niebie Lazurowego Wybrzeża. Jeszcze tylko trochę i znów rozłożą się czerwone dywany z paparazzi. Od 11 maja w Cannes będzie błysk, będzie blichtr, będzie glamour.

  A tymczasem, niecałe dwa kilometry dalej, w spokoju, jak co dzień, skromni mnisi będą uprawiać winnicę. Bez fleszy, bez dywanów i brokatów. Wszystko to na malutkiej wysepce Świętego Honorata. Na tyle blisko, że łódką z Cannes można dostać się tam w 15 minut i na tyle daleko by oderwać się od wszystkiego, oczyścić umysł i wyostrzyć zmysły.


  Zakonnicy i winnica nie wzięli się tam znikąd. Wszak Cystersi od wieków znani są ze swego umiłowania do winorośli i tak samo od wieków zamieszkują wyspę. Mnisi wprowadzili się na nią już w V w.n.e., ciągnąc za św. Honoratem z Arles, który osiadłszy się- otworzył zakon Abbaye de Lérins. Na wyspie przebywał i kształcił się również św. Patryk, patron Irlandii- co podkreśla każdy z dwudziestu jeden obecnie mieszkających tam braciszków.




  Nic nie działa na wyobraźnie lepiej niż dobra opowieść i nic lepiej od niej nie sprzedaje wina. 


Tę marketingową lekcję odrobili również zakonnicy i chętnie dzielą się bogatą historią zakątka. Dodaj do tego przepiękne krajobrazy, przyrodę, krystaliczną wodę i nagle człowiek, który spaceruje po wyspie, sam już nie wie czy upojony jest winem, czy może jej urokiem. 


  Jednak dawniej próżno tu było szukać kwiatów, zagajników oliwnych i eukaliptusowych. Od czasów średniowiecza całą powierzchnię wyspy zajmowały winnice. Wszystko zmieniło się po tym, jak stacjonowali tu żołnierze broniący lądu przed Saracenami. Widocznie nie byli oni wielkimi miłośnikami winorośli- krzewy wykarczowali i przeznaczyli na opał. Oburzeni braciszkowie złożyli wówczas, na ręce lokalnych władz, oficjalną skargę, a dokument ten zachował się do dziś. Dużo później, kolejny "genialny" pomysł w życie wcielili już sami mnisi. W 1975 roku, chcąc wpisać się w "prowansalski kanon", zmniejszono areał winnicy i obsadzono okolicę lawendą.


Obecnie winorośl zajmuje jedynie 8ha w centralnej części wyspy.


  Podejście do wina zakonnicy zmienili diametralnie dopiero po 1985 roku. W końcu zatrudnili fachowców, profesjonalnych winemakerów, podkasali rękawy i wzięli się do pracy. Jednak na pierwsze jakościowe czerwienie czekać trzeba było aż do 1996 roku. Od 2000 roku ich ambicją jest produkowanie wina "z wyższej półki". Oczywiście padają zapewnienia, że to wszystko możliwe jest ze względu na 5 niezwykłych mikro-terroir (gleby wapienne, bogate w magnez, pokryte na głębokość 60-120 cm warstwą czerwonej gliny). Wiek winorośli na wyspie waha się od 12stu do 60ciu lat, a różnorodność szczepów jest duża. Rośnie tu clairette, chardonnay, viognier, syrah, mourvèdre i pinot noir.


  Wina butelkuje się je jako Vin de Pays de la Méditerranée. Mnisi bardzo chcą by ich wina były synonimem nie tylko wysokiej jakości, ale też elitarności i luksusu. A jak wiadomo, najłatwiej osiągnąć to dowalając cenę zaporową dla przeciętnego klienta. Najtańsze białe cuvée, zakupione bezpośrednio od braciszków, kosztuje niecałe 30 euro, co można jeszcze przełknąć, jednakże butelka pinot noir to już wydatek rzędu 200 euro. Słyszałam, że jest bardzo dobry...


Są również rzeczy, których kupić nie można. A spacer po rajskiej wyspie św. Honorata, wraz z jej zapachami i kolorami na pewno do niej należy. 




 Jeszcze tylko chwila i znów ulice Cannes zapełnią się gwiazdami liczniejszymi niż na nocnym niebie Lazurowego Wybrzeża. Jeszcze tylko trochę i znów rozłożą się czerwone dywany z paparazziA tymczasem, niecałe dwa kilometry dalej, mnisi będą uprawiać winnicę. Muszą się postarać- to ich wina będą podawane podczas oficjalnych bankietów Festiwalu Filmowego w Cannes. 








13 komentarzy:

  1. Interesujące miejsce! Szkoda tylko, że ceny win są trochę wysokie... :) Może kiedyś się uda odwiedzić tą wyspę. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę zachęcam! Co do cen... cóż- tanio, niestety, nie jest :(

      Usuń
  2. Ależ cudny opis! Nasycony smakiem, barwą, a miejscami miałam nawet wrażenie, że i dźwiękiem. Lubię takie pisanie :) A co do wina samego w sobie - odkąd pamiętam ubolewam nad tym, że jestem w tym zakresie straszną ignorantką i ten stan rzeczy chyba nieprędko się zmieni. Muszę się zakochać, albo coś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za bardzo miłe słowa!

      Co do bycia ignorantem- nie przejmuj się, też nim kiedyś byłam ;) . Zawsze człowiek startuje z tego pułapu poznając daną rzecz- później już idzie z górki ;)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Rajska wyspa, słońce, wino... nic więcej do szczęścia nie trzeba! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobre wino wszędzie smakuje dobrze, ale w takich okolicznościach musi smakować wybornie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Chętnie bym się przeszedł po takiej wyspie. Ale ceny rzeczywiście zaporowe strasznie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ładnie tam. A i wina bym chętnie spróbowała :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wyspy Leryńskie podaję zawsze jako największą atrakcję Cannes! W samym mieście niewiele jest do zwiedzenia, za to pobliskie wyspy to prawdziwy raj. Ale to już wiesz ;-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze napisane, że te wyspy to największa atrakcja Cannes. Z perspektywy czasu mało pamiętam ze zwiedzania samego miasta, a wspomnienia w wyspy ciągle żywe! :)

      Usuń
  8. Hola hola! Wyspa św.Honorata to piękne miejsce - fakt, ale mówienie, że w Cannes nic nie ma to chyba lekka przesada. A co z "bellepokowymi" perełkami pamiętającymi czasy, kiedy po La Croisette przechadzała się angielska elita z królową Wiktorią na czele? A stara dzielnica Le Suquet? A co z symbolem Cannes - Pałacem Festiwalowym? Czyżbyście zapomnieli, że to właśnie do Cannes od lat 40. zjeżdżają się największe gwiazdy światowego kina? A aleja gwiazd?

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...