piątek, 19 lutego 2016

Kij na prosecco

  Istnieje szeroko rozpowszechniona metoda wychowawcza zwana "kijem i marchewką", czyli stosowanie bodźców negatywnych i pozytywnych, które wpływają na motywację. Czasami używa się więcej kija, a czasami marchewki. 

Genialne w swej prostocie! 


Co ciekawe metoda odnosi zamierzone efekty również u dorosłych. A już najlepiej ze wszystkich działa na winiarzy. Oj tak, wpływa na nich znakomicie- szczególnie jeśli całkowicie zrezygnuje się z marchewki...



  Byłabym niesprawiedliwa twierdząc, że tyczy się to całego uniwersum producentów wina, jednak jak pokazuje przeszłość, w niektórych przypadkach tylko przyłożenie kijem jest w stanie odnieść pozytywny skutek. 

W tej historii rolę kija odegra Paris Hilton. 


  Jeżeli do tej pory nie kojarzyliście tej panny- mała strata. Przeobrzydliwie bogata córka potentata hotelowego, międzynarodowa celebrytka, która swoją karierę zaczęła od publikacji filmu erotycznego, pod zdradzającym fabułę tytule- "One night in Paris". 


  Podczas gdy Paris bawiła się na bankietach i pozowała na ściankach, we Włoszech producenci prosecco mieli w planach poważne reformy. I jak to na Włochów przystało, zabierali się do nich jak szczerbaty do konsumpcji sucharów. Znaczy się: mało efektywnie.

  A sytuacja nie była kolorowa. Z braku konkretnych uregulowań, na rynku pojawiło się morze wina musującego, etykietowanego jako "prosecco". Było lekkie, łatwe i przyjemne, a przede wszystkim tanie. Im bardziej stawało się popularne, tym więcej było go na rynku. Produkowano je nie tylko w całych północno-wschodnich Włoszech, ale nawet poza granicami kraju. Niedługo po tym "prosecco" było po prostu synonimem codziennego wina musującego. Nie podobało się to szczególnie winiarzom, którzy produkowali ten rodzaj wina w jego klasycznym rejonie wytwarzania, czyli prowincji Treviso z miastami Conegliano i Valdobbiadene na czele. Czuli się pokrzywdzeni tym, że praktycznie wszystko co musuje może podszywać się pod ich podpartą tradycją nazwę. 

To musiało się zmienić!



 Na pierwszy ogień zmieniono nazwę winorośli używanej do produkcji. Dotychczas nazywano ją tak samo jak wino, czyli po prostu prosecco. By uniknąć nieporozumień udało się jednak przywrócić jej dawne określenie: glera. Następnie przyszła kolej na zastrzeżenie nazwy apelacji kontrolowanego pochodzenia dzięki czemu prosecco powiązano by z jego tradycyjnym regionem wytwarzania. No i się zaczęło- winiarze nie potrafili dojść do konsensusu i zamiast wprowadzić nowe regulacje kłócili się o drobiazgi.

Niezbędne było użycie kija.


 Na scenę wydarzeń weszła więc wspomniana wcześniej królowa tabloidów trzymając w ręku puszkę. Puszkę wyprodukowano w Austrii (!); była tandeciarsko złota i wypuszczona przez koncern Rich Prosecco, co oczywiście dumnie potwierdzał napis nadrukowany na niej wielkimi literami. Okazało się, że Paris podpisała lukratywny kontrakt na promowanie tej marki i jej zdjęcia z nieszczęsnym produktem "proseccopodobnym" obiegły wszystkie brukowce świata. 

  To jak potwarz. Odziana w kiczowate fatałaszki gwiazdka była jak marketingowy gwóźdź do trumny dla producentów chcących odzyskać dobre imię prosecco. Fulvio Brunetta, prezes stowarzyszenia winiarzy z Treviso nie krył zniesmaczenia i w krótkich słowach stwierdził, że może "Hotele sieci Hilton są znakiem jakości, ale Paris nie."


  Nie mogło być inaczej- kontrowersyjna celebrytka, w tym kontekście, zadziałała na miejscowych winiarzy jak najlepszy kij. Zdeterminowani wzięli się w garść i w ekspresowym tempie (tylko w przeciągu 3 miesięcy!) zdołali dopiąć wszelkich formalności i ustanowić nowe prawo. 

  Koncern nie mógł już więcej stosować modnej nazwy i w konsekwencji przemianował się na "Rich Secco", a konsumenci zaczęli przekonywać się, że pod nazwą prosecco, można znaleźć też jakość i to ciągle w atrakcyjnej cenie. 


Zaintrygowany? Lubisz wina musujące i chciałbyś dowiedzieć się o nich czegoś więcej? 


Zajrzyj na #WinnaWiedza- Wina musujące (cz. I)gdzie w sposób prosty i przejrzysty opowiem Ci wszystko to co powinieneś wiedzieć zarówno o prosecco, jak i innych winach z bąbelkami.


3 komentarze:

  1. Ciekawa historia! Ludzie się raczej nad tym nie zastanawiają, a można się sporo rzeczy dowiedzieć, mnie to bardzo zaciekawiło i pewnie zajrzę tu jeszcze nie raz:) Powodzenia i pozdrawiam, a w wolnej chwili zapraszam też do mnie. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie słyszałam tej historii, choć prosecco bardzo lubię. Jak to czasem trzeba wielkiego wybuchu paniki by wszyscy się dogadali.

    OdpowiedzUsuń
  3. Skąd Ty bierzesz te historie?! :) Chyba nabrałam chęci na na lampkę ...;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...