piątek, 15 stycznia 2016

Cwaniaki

 Jeżeli jeszcze jakimś cudem wierzysz w to, że produkcja wina jest dyscypliną szlachetną, poczciwą i zacną, to mam dla Ciebie złą wiadomość: NIE, NIE JEST! 

Może odbieramy ją tak przez wzgląd na pewna czułość wobec produktu końcowego jakim jest wino? 

  Dobra! Niech będzie- ja też uważam, że prowadzenie winnicy to chyba najbardziej romantyczna rzecz jaką można robić w rolnictwie. Autentyczne oddanie w winie charakteru całego otaczającego mikrokosmosu (bardziej przyziemnie zwanego siedliskiem) stanowi sedno tej pracy. No chyba, że jest się cwaniakiem...




  Gdyby istniał ranking na największych cwaniaków wśród producentów wina, to jestem święcie przekonana, że Włosi byliby w jego czołówce. Z duża dozą prawdopodobieństwa- na pierwszym miejscu. To przesympatyczni, bardzo otwarci i życzliwi ludzie, ale "business is business" i chyba nikt rozumie tego lepiej niż oni. 


Piękny jest etos winogrodnika, ale pieniądze jeszcze piękniejsze. 

  Gdy w winiarskim świecie wybucha skandal, ludzie są zszokowani i oburzeni. Lecą ścięte symbolicznie głowy, a historia skręca na nowe tory. Tak było w przypadki Austrii i legendarnego już glikolu (szczegóły znajdziecie tutaj: Z otchłani na szczyty chwały). Reguła ta jednak nie dotyczy wszystkich...



  W przypadku Włoch większość wzruszy po prostu ramionami. Chyba jesteśmy wręcz psychicznie nastawieni na to, że jeżeli miałaby wydarzyć się jakaś granda- to tylko w tym pięknym kraju

Może i Austriacy podtruwali glikolem, ale to włoska barbera i dolcetto, doprawione metanolem w 1986 roku, przeniosły na tamten świat ponad dwadzieścia osób! 

O austriackiej aferze przeczytacie w każdej publikacji poświęconej winu, drugą z kolei szybko wybaczono i zapomniano. Czyżby tak mocno działał urok południowców? 
Hmmmm, to zależy...

 Okazuje się bowiem, że każde winne przewinienie ma swoją rangę. Co więcej, wygląda na to, że 

o ile winomani są w stanie przeżyć podkręcanie wina dodatkiem metanolu, o tyle majstrowanie przy Brunello- już zdecydowanie nie. 


A było tak:



  W 2008 roku (tuż przed najważniejszymi targami- Vinitaly) gruchnęła porażająca wiadomość. Dopuszczono się świętokradztwa i gmerano przy najbardziej prestiżowym i jednym z najdroższych win toskańskich- Brunello di Montalcino. Sprawa (wraz z kolejnymi odsłonami) okazała się na tyle poważna, że porównano ją z wywrotową aferą Watergate i nadano nawiązujący do niej przydomek- Brunellogate. Pikanterii dodaje fakt, że zamieszane były w nią legendy winiarskiego świata: Frescobaldi, Antinori, a także popularny Banfi i wiele, wiele innych.




  O co poszło? 



  Włosi za nic mieli wymogi DOCG, które wyraźnie stanowią, że 


dopóki Ziemia się kręci, dopóty Brunello di Montalcino to wino 100% ze szczepu sangiovese. 


Producenci się wycwanili- tu dodali trochę merlota, tam trochę caberneta. I nie chodziło tu o kreatywne winiarstwo mające na celu poprawę walorów zapachowo-smakowych. Po prostu w rocznikach z trefnymi butelkami zbiory nie dopisały i trzeba było wielce pożądane butle czymś "dopchać". 



  Jednak ujma na honorze mniej doskwierała wielkim toskańskim rodom, niż żal o to, że podczas targów Vinitaly straciły szansę na lukratywne transakcje. Wtedy to zaczęto snuć teorie spiskowe dotyczące terminu ogłoszenia afery- kto miał na tym zyskać, a kto stracić. Sprawa nabierała coraz większych rumieńców. Trzeba było szybko coś wymyślić by uspokoić rozhisteryzowaną klientelę. 



  Udowadniano, że niedozwolone szczepy znalazły się w winie przypadkowo. Linia obrony utrzymywała, że w odległych czasach (na długo przed ustaleniami DOCG w 1980 roku) pojedyncze krzewy innych odmian "zawieruszyły" się i rosły do tej pory w winnicach. Ktoś przy zbiorach mógł się pomylić i zerwać owoce z "zakazanego krzewu"... 




  Wydawało by się, że to koniec skandalu,jednak rok później wybuchła kolejna mina. Rykoszetem wówczas dostało też Chianti, Rosso di Montalcino, a nawet Toscana IGT. Wyszło na jaw, że niedozwolone szczepy dodawane do win nawet nie pochodziły z tego regionu! Sprowadzano je najprawdopodobniej z południa Włoch za niewygórowaną cenę. 


Terroir okazał się dla winiarzy mniej cenny niż pieniądze.

  Afera na przestrzeni lat miała jeszcze kilka innych odsłon zamieniając się wręcz w telenowelę w odcinkach.  Winomanii do tej pory skrywają żal, o profanowanie wyjątkowego wina. Nie kochać Brunello jednak się nie da. I nawet jeśli włoscy producenci są niebywałymi cwaniakami, póki robią genialne butelki- jakoś łatwej im wybaczyć...



Źródła:
www.wprost.pl/blogi/tomasz_prange_barczynski/?B=386
www.magazynwino.pl/Artykul/623/wlochy-kolejna-afera
www.jancisrobinson.com/articles/montalcino-vineyards-update
www.theflorentine.net/articles/article-view.asp?issuetocId=3109



1 komentarz:

  1. Niestety nie tylko wino, ale wszystkie gałęzie przemysłu spożywczego są narażone na oszustwa. Produkcja wina i żywności poprzez globalizację oddala się od konsumenta. Poszukujemy coraz tańszych produktów. Ogólnoświatowa tendencja: kupujemy tańsze jedzenie, aby zaoszczędzone pieniądze wydać na nowe technologie. Produkcja tysięcy hektolitrów wina skupiona w jednych rękach daje pokusę, że dolanie 1-5% czegoś tańszego pozostawi w kieszeni konkretną sumę. Właściciel, często grupa kapitałowa, nie musi patrzeć w oczy konsumenta. Kluczowym w takim wypadku staje się zaufanie do producenta. Lubię jak u wytwórcy (nie tylko wina) można zobaczyć jak produkt jest wytwarzany, porozmawiać, spróbować i zdecydować czy tego szukam. Wtedy nieważne są dla mnie normy, badania sanepidu i inne. To jednak kosztuje…

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...