Jeżeli Malbec- to Argentyna! Takie panuje powszechne przeświadczenie dotyczące tego szczepu. A przecież ten argentyński klasyk nie jest wcale ich narodową własnością. Po pierwsze, przybył z Francji (dokładniech z okolic Cachors), po drugie- z powodzeniem uprawiany jest także w innych krajach- tak jak ten, któremu będzie poświęcony dziesiejszy wpis. Lomas del Valle to chilijski wytrawny, stuprocentowy malbec z DO Casablanca.





  Walentynki już dawno minęły i większość o nich tak naprawdę zdążyła zapomnieć, a mnie jak zwykle- poniewczasie, wzięło na przemyślenia. Na szczęście dałam sobie spokój z rozważaniami na temat amerykanizacji naszego społeczeństwa i jej zbawiennego/zgubnego wpływu. Wolałam zająć się w tym kontekście kwestią win (czyżby na sali słychać było pomruk zdziwienia?).




  Muszę przyznać, że nigdy nie pałałam do chianti gorącym uczuciem. Wino, które tak hołubi większość Polaków, nigdy nie wzbudzało we mnie szczególnego pożądania. Tym bardziej wymowne jest to, że Villa Cafaggio Chianti Classico 2010 mocno mnie zaciekawiło by w ostateczności całkowicie sobie zjednać.




  Prosto z Francji w przytulnym bagażniku kochanej cioteczki trafiła do mnie mała (jedynie 375 ml), aczkolwiek całkiem intrygująca butelczyna.
  Intrygująca przede wszystkim ze względu na niezbyt popularne w Polsce miejsce pochodzenia- Gaskonię. Region znany szczególnie z armaniaka, ostatnimi czasy udowadnia raz po raz, że potrafi robić całkiem przyzwoite "normalne" wina.