środa, 9 grudnia 2015

Masi Campofiorin 2010, Rosso del Veronese IGT

  Jeżeli chciałabym opisać to wino jednym zdaniem najpewniej podsumowałabym je jako: "Wyśmienite ripasso, które ripassem nie jest".  Nie ma sensu w tym miejscu zanudzać o historii winnicy Masi. Wystarczy tyle, że od dawna są uważani za jednych z kultowych i najlepszych włoskich producentów. A Campofiorin to też butelka nie byle jaka. 

Prawdziwa legenda. 



Ponad 50 lat temu (w 1964 roku) to właśnie w jej przypadku po raz pierwszy szeroko zastosowano odkrytą na nowo metodę Ripasso i rozsławiono na cały świat. Dlaczego więc na współczesnych etykietach tego wina nie znajdzie się choćby słowa o tym procesie?

  Uwielbiam mówić, że Ripasso to taki młodszy brat Amarone. Lżejszy, delikatniejszy, a przede wszystkim przystępny cenowo. No cóż, brzmi o wiele zgrabniej niż, że to nic innego jak popłuczyny po nim.
  Lekką Valoplicellę przelewa się do beczek z osadem i skórkami pozostałymi po Amarone. Zachodzi proces ponownej fermentacji, dzięki której wino nabiera więcej ciała i aromatów.


  Logiczne i genialne w swojej prostocie, bo jeśli wykorzystuje się ponownie bezużyteczne resztki, a ludzie są zachwyceni i jeszcze za to płacą, to czemu nie?  

Masi rozpropagował i spopularyzował tę metodę, jednakże w międzyczasie zdążył od niej odejść. W myśl zasady szybciej i więcej, wina nie fermentuje się już na skórkach. Teraz z gron  przeznaczonych na Campofiorin część podsusza się (analogicznie jak na Amarone) a następnie dodaje do właściwego wina.

  Czy mi to przeszkadza? Jasne, że nie! Nie przeszkadza mi to w ogóle, ponieważ wino jest po prostu bardzo dobre!




Wersja z 2010 roku posiada dość głęboki kolor, migają fioletowe refleksy. Pięknie aromatyczne. Na czele czerwone owoce (wiśnia!), potem trochę cynamonu, kandyzowanych owoców, szczypta wanilii. Miałam nieodparte wrażenie, że wyczuwam jakiś kwiat (ten beznadziejny moment, gdy masz coś na końcu języka i nie możesz tego nazwać)- bez

Usta gładkie, miękkie taniny, bardzo dobrze wyważona kwasowości i długa końcówka. Oj tak... 


Finisz był rewelacyjny! 

Wino swą budową nie przytłacza i nie tłamsi. Świetna propozycja dla osób, które wierzą, że wino wytrawne zawsze musi być gorzkie. Będą zdziwieni! 




   Kilka dni później spróbowałam tę samą etykietę, jednakże z roku późniejszego- 2011. To oczywiście bardzo podobne wina, jednakże pewne różnice są wyczuwalne. Zapach poprzednika okazał się dla mnie bardziej wyrazisty i intensywny. Nie wiem jak było faktycznie, ale odniosłam wrażenie, że 2011 musiał być zdecydowanie zimniejszym rocznikiem od 2010. Jeśli będziecie musieli stanąć przed wyborem, łapcie pierwszą butle!

importer: Ambra S.A. dla Centrum Wina
cena: ok.80zł, ale często można dorwać w promocji

1 komentarz:

  1. Nie wiem czy wyczuję różnicę, ale nawet jeśli nie to zdam się na Twój gust, kiedy przy najbliższej okazji będę musiał kupić jakieś wino.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...