sobota, 15 sierpnia 2015

Niewyjawiony (nie)winny sekret

  Muszę się do czegoś przyznać. Krępująca  to rzecz i żenująca. Najgorsze, że nie jednorazowa! Płonę ze wstydu na samą myśl o niej.


Nie, nie chcę się nią dzielić! 

Jednak zrobię to. Dlaczego?





 Mądrze powiedział pewien człowiek, że "każdy kiedyś zaczynał od bycia do kitu".  Ja na ten przykład jestem do kitu w siatkówkę i do kitu z matmy (ale to się już raczej nie zmieni...). Do kitu byłam też jeżeli chodzi o wino. Błaźniłam się koncertowo i permanentnie.

  Jest jedna rzecz, która w środowisku miłośników wina od dawien dawna budzi rozbawienie (w najlepszym razie), w najgorszym zaś- politowanie. Stanowi nieustanny obiekt kpin i żartów. No i co?


No i oczywiście ja też na tę minę wpadłam...wielokrotnie!

  Oczywiście rozchodzi się tu o klasykę winnych lapsusów- CHIANTI! No bo jak przeczytać nazwę tego sztandarowego wina Toskanii, w sytuacji gdy powszechnie królującym językiem obcym jest angielski? Opcji do wyboru jest kilka, ja oczywiście idąc za anglojęzyczną intuicją, z przekonaniem piłam SZANTI. O Szanti też pytałam i o nim rozmawiałam.


JAKI WSTYD!

  Nie pamiętam już czy ktoś zwrócił mi uwagę, czy sama w końcu doczytałam się gdzieś poprawnej wymowy, jednak od tamtej pory Chianti zawsze będzie dla mnie KIANTI.

  Nigdy wcześniej nie mówiłam/pisałam o tym publicznie. Nie jest łatwo przyznawać się do takich sztandarowych błędów, tym bardziej, że jest to najczęściej komentowana i wyśmiewana gafa w winiarskim światku. Tak, jesteśmy pod tym względem bezlitośni! Czasami czerpiemy niemałą radochę z winnej niewiedzy innych.

  Warto jednak czasem przypomnieć sobie własne początki, kiedy to znajomość francuskiego systemu apelacji zahaczała o wiedzę tajemną i olśnienie, że region Douro i Duero to dwa różne kraje! Ja swoją przygodę z winem nie zaczęłam od bycia omnibusem i nadal ciągle mi do niego bardzo daleko. Jak mamy kulturę wina propagować, skoro między sobą wytykamy błędy "niewtajemniczonych"?


Spokojnie, oni też się w końcu o tym Chianti nauczą !


PS. Litościwie spuszczę zasłonę milczenia na całkiem pokaźną grupę osób "a co mi tu Pani będzie kit wciskać- przecie wiem lepiej!". Niestety są niereformowalni. To po prostu taki typ osobowości- czy chodzi o wino, samochody czy komputery, zawsze będą (w ich mniemaniu) górą. No i niech będą- a my róbmy swoje!

6 komentarzy:

  1. Często podróżuję do Niemiec. Tam wiele osób pije Chardonnay wymawiając szardonAJ. O właściwej wymowie - szardonE dowiedziałem się po kilku latach nieprawidłowo wymiawiając nazwę tego szczczepu... No cóż.... ;-)
    Tu jest dobry słowniczek wymowy: http://www.wina-swiata.sklep.pl/index.php?strona=2.3
    Pozdrawiam,
    Kamil (www.nietylkowinny.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
  2. W Polsce również spotkałam się z taką wymową tego szczepu :) Wydaje mi się, że też bierze się to z angielskiego interpretowania obcobrzmiących nazw.
    Ważne by chcieć się rozwijać, bo w końcu ten się tylko nie myli, co nie robi nic!
    Pozdrawiam,
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdecydowanie króluje wymowa : Czianti :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. O! Takiej interpretacji jeszcze nie dane było mi usłyszeć :)

      Usuń
  5. Mam studia filologiczne, ale w winianiarstwie zupełnie nieprzydatne. Ale pierwszą rzeczą, jaką zrobiłem w winiarstwie było nauczenie się terminologii winiarskiwj we wszystkich możliwych językach, od rumuńskiego po portugalski. To się bardzo przydaje. Zwłaszcza, że kiedy ja zaczynałem winiarze z reguły nie mówili w żadnym obcym języku. Więc jeśli Francuz tłumaczył mi po angielsku swoje idee technologiczne znając w tym języku dziesięć słów, z których rozumiał cztery, wolałem, by mówił jednak po francusku.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...