sobota, 4 lipca 2015

Weingut Braunewell z wizytą w Poznaniu

  Druga połowa czerwca dla większości Winomaniaków upłynęła pod znakiem niemieckiego rieslinga. Duża w tym zasługa Niemieckiego Instytutu Wina i jego partnerów. To pod ich patronatem, w całym kraju odbywały się degustacje, promocje i inne wydarzenia popularyzujące ten królewski szczep.

  Warto jednak pamiętać, że winiarstwo naszego zachodniego sąsiada, to nie tylko riesling. 

  Przypomniał o tym FOODWINE organizując 18 czerwca degustację win Braunewell z Hesji Nadreńskiej. Komentował ją Stefan- jeden z członków tej małej rodzinnej winnicy.  Spośród sześciu zaprezentowanych win, tylko jedno było rieslingiem. 


  Spotkanie otworzył sekt (100% chardonnay) z 2011 roku, który dla Hesji był bardzo gorącym rocznikiem. Pomimo tego nos zachował świeżość, dominowały w nim cytryny i jabłka. W ustach, oprócz tych nut, pojawiła się również (typowa dla wtórnej fermentacji) nuta drożdżowa i skórki chleba.



Z charakteru butelce bliżej do Francji niż do Niemiec.

  Najlepszym (moim zdaniem) winem degustacji okazał się Sauvignon Blanc z 2014 roku. W kieliszku połyskiwał słomkowymi refleksami, a w nosie zachwycał całą gamą zapachów, na czele z owocami egzotycznymi. To typowe S.B- bardzo aromatyczne, przyjemnie pijalne (kiedy w końcu znajdę zadowalający mnie synonim dla "easy-drinking"?!). Pokocha je każdy- nawet przysłowiowa ciocia na imieninach, bo kwasowości nie ma tu dużo. Jak się później okazało- etykieta ta regularnie zdobywa różne nagrody (ostatnio 3 miejsce podczas AWC Vienna 2014). A wszystko to za jedyne 49zł!


  Grauburgunder (Pinot Gris) to również bardzo przyjemne wino. W nosie przewija się trochę gruszki, trochę jabłka. Bardzo owocowe, z delikatnie grapefruitową końcówką. 10% było poddane beczce, dla nadania struktury.

Chociaż to już nie sezon, warto zapamiętać- świetnie zgra się ze szparagami.

  Ostatnim białym winem był Essenhaim Riesling Kalkstein (z niem."wapień")  z 2014 roku. Upajający kwiatowy i brzoskwiniowy zapach, konsekwentny z ustami. Tu i ówdzie przewijała się delikatna, świeżo zerwana mięta i subtelna słoność. Harmonia i balans. 


  Następnie na tapetę wzięto dwa Spätburgundery, szerzej w świecie znane jako Pinot Noir. W podstawowej wersji z 2012 roku przede wszystkim królują silnie skoncentrowane czerwone owoce (truskawka, wiśnia) i beczka. Fani Nowego Świata powinni być zachwyceni.

Z jednej strony pije się tę butelkę łatwo i przyjemnie, z drugiej strony mając w głowie inne możliwości tego szczepu...


  Drugi był Essenheim Spätburgunder Kalkmergel (niem. "margiel wapienny") z 2011 roku. I to zdecydowanie lepsza pozycja od poprzednika. Jest na pewno winem ciekawszym. Ma więcej struktury, trochę wyższą kwasowość. Porzeczka i wiśnia z pestką. Dla mnie, jak na Pinot Noir, za bardzo wszystko to "rozbuchane" w kieliszku.


  Trzeba podkreślić, że obie czerwone pozycje, obiektywnie patrząc- są winami  dobrymi. Ja jednakże w pinotach szukam czegoś innego. To po prostu nie mój styl.

  Jeżeli zaś chodzi o podsumowania- to czy istnieje bardziej wywrotowy sposób świętowania Tygodnia Rieslinga niż skupienie się na Sauvignon Blanc i Spätburgunderach? ;)

  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...