sobota, 6 czerwca 2015

Riesling masterclass

 Można narzekać, że w Warszawie organizuje się więcej degustacji. Można też tego faktu stolicy zazdrościć. Ale można także wziąć sprawy w swoje ręce i takowe degustacje urządzać samemu- w dowolnej formie, ale zawsze w wytrawnym gronie.


I na szczęście w Poznaniu właśnie tak się dzieje. 




  Od dawna prężnie działa tu Klub Sommelierów Poznańskich, o którym pisałam już wcześniej przy okazji Mistrzostw Sommelierów Polski Zachodniej. Grupka prawdziwych pasjonatów spotyka się mniej lub bardziej regularnie by poszerzać swoje winne horyzonty.

  Gdy inni w niedzielę 24 maja śledzili telewizyjne wieczory wyborcze lub świętowali Zielone Świątki część poznańskich Winomaniaków spotkała się w WINO+  by zrobić konkretną powtórkę z regionów Niemiec i sprawdzić jak wpisuje się w nie iście królewski szczep - riesling.

  Całe spotkanie moderował Kuba Małecki, wielki miłośnik tego szczepu i twórca bloga winetasting.pl. Degustowaliśmy w ciemno 16 butelek od różnych importerów i z najróżniejszych stron Niemiec.

 Przede wszystkim zależało nam na wyłapaniu różnic pomiędzy danymi regionami i typowymi dla nich stylami rieslinga oraz zróżnicowanie win od producentów z jednego obszaru. Po raz kolejny przekonać się można było, że konkretny rocznik także ma nie małe znacznie.

 Ta ostatnia kwestia dała najbardziej o sobie znać podczas próbowania mozelskiego, wytrawnego rieslinga od Haarta (import: FOODWINE). W kieliszkach porównywaliśmy w ciemno rocznik 2014 z 2013.


 Okazały się diametralnie różne. To nie była tylko kwestia wyłapania niuansów.

  Można byłoby się pokusić o stwierdzenie, że nie tylko są od różnych producentów, ale także z odmiennych regionów.  Młodsze, w zestawieniu ze starszym rocznikiem, na pewno było świeższe, bardzo rześkie i ciągle trochę zamknięte w nosie. Zupełnie jakby ciągle czekało by ujawnić te aromaty, które w roczniku 2013 już się "panoszyły". Niby to podstawowe wersje rielsinga , ale uwierzcie- o takiej podstawie jaką ma Haart, marzy niejeden producent.

  Pozostaliśmy na terenie Mozeli próbując jeszcze Bremmer Calmont z 2013 r. od Weingut Franzen (import: Jung & Lecker). Przepyszne wino, produkowane z gron pochodzących z najbardziej stromej parceli w Europie. Bagatela- 68 stopni nachylenia! Robi wrażenie, co?


  Cały czas degustując w ciemno przenieśliśmy się do Hesji Nadreńskiej. I tu analogicznie próbowaliśmy dwóch roczników (również 2013 i 2014) od tego samego producenta- Weingut Gunderloch (import: FOODWINE).

  Wówczas jeszcze nie wiedzieliśmy z rieslingiem jakiego regionu  mamy do czynienia, ale rozbieżności pomiędzy powyższym, a wcześniejszą Mozelą są jak najbardziej do wyłapania. Przede wszystkim Hesja Nadreńska to region cieplejszy od Mozeli i o wiele lepiej osłonięty przed masami zimnego powietrza.


 I w winach to czuć. 

  W przypadku Gunderlocha odmienność pomiędzy dwoma rocznikami nie była tak znaczna jak przy Haarcie. Potwierdza to tylko regułę, że nad Mozelą- bardziej jak gdzie indziej, cechy wina zależą od konkretnego rocznika. 

  Z etykiet pochodzących z Hesji Nadreńskiej były również dwa wina od Weingut Geil (importer: Fiesta del Vino)- owocowy podstawowy  riesling i bardziej harmonijny, ułożony Bechtheimer -S-, oba z 2013 roku. Degustując bez wglądu w etykiety nie zgadlibyście, że to ten sam producent i nawet ten sam rocznik!

  Porównaniom nie było końca. Z Hesji Nadreńskiej zmierzyły się też także Als wär's ein Stück von mir i Nierstein 2013 od Gunderlocha (import: FOODWINE) oraz  Qvinterra 2013 od Kühling- Gillot (import: Jung & Lecker). Ta pierwsza etykieta znaczy tyle co


"tak jakby to był kawałek mnie"


i stanowi autorski projekt młodego winiarza, który powoli aczkolwiek nieubłaganie przejmuje z rąk rodziców stery nad winnicą. Ta butelka to jego filozofia i manifest zarazem- przy produkcji, między innymi, wykorzystano wyłącznie naturalne drożdże (spontaniczna fermentacja).

  I w przypadku Kühling- Gillot podstawowe wino jakim była Qvinterra okazało się tak dobre, że mogłoby z łatwością przebić analogiczne etykiety niejednego producenta z regionu. No cóż- sława zobowiązuje, a Kühling- Gillot zaliczany jest do jednego z najznakomitszych graczy w Hesji.



  Nierstein jest o tyle ważne, że podłoże dla tamtejszej winorośli stanowią czerwone łupki, ale nie tylko dlatego uznawana jest ona za jedną z najlepszych siedlisk w regionie. Pochodząca stamtąd butelka to już kawał wina, które posiada fajna strukturę, harmonię i elegancję.



  Palatynat reprezentował Dr Bürklin- Wolf (import: Mielżyński) ze swoim Ruppertsbergerem (2013). Region ten stanowi swoiste przedłużenie wspomnianej Hesji Nadreńskiej i jest jednym z cieplejszych regionów Niemiec. Gleba na południu jest bardziej żyzna i cięższa, z dominacją iłłów i tam właśnie leży Ruppertsberg. Charakter tego terroir oddaje wino, które wytworzone zostało w sposób biodynamiczny. Jest intensywne i aromatyczne, miękkie i delikatne, nie tracąc nic ze świeżości rieslinga.

  Z Hesją graniczy również Nahe- dość mały i niezbyt znany region. W stosunku do bardziej sławnych sąsiadów ceny są tam konkurencyjne i nawet jeśli dotyczą najlepszych etykiet- nie przyprawiają o zawał serca. Warto stamtąd spróbować win od Dönnhoffa (import: FOODWINE). Jego Tonschiefer 2014 jest niezwykle mineralny, ale nie powinno to dziwić bo nazwa ta oznacza nic innego jak łupek.



I łupkiem te wino smakuje!

  Porównywaliśmy do powyższego riesling Charm od Breuera (import: Mielżyński) z Rheingau. To producent i wino, które cieszy się wśród wielu polskich Winomaniaków niezłą estymą. I nie ma co się dziwić... Wszystko w tej butelce ładnie leży i jest skrojone na miarę. Trochę owocu, trochę kwiatu i trochę mineralności.



 A na deser wpadły jeszcze dwa mozelskie kabinetty! Jeden od Weingut Meierer i Grafenber od Haarta...


Palce lizać!
















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...