sobota, 20 czerwca 2015

Polskie wina i cydry w Poznaniu

  Dokładnie 13 czerwca Poznań (już po raz drugi!) stał się stolicą polskich win i serów. W tym roku dołączyły do tego zacnego grona również cydry. Zainteresowanie jakim się cieszyły, było ogromne i na pewno wpiszą się na stałe w ramy tej imprezy. To kolejny już dowód, że gałąź ta rozwija się wyjątkowo dynamicznie i właśnie obserwujemy prawdziwy początek mody na cydry od małych wytwórców. Czy cydrownicy-rzemieślnicy powtórzą sukces podobny do ich kolegów browarników?


Oby! Będę za to trzymać kciuki!




  Pomimo, że rodzicielka zawsze powtarza iż nieładnie jest sięgać po alkohol przed południem, niezrażona wzięłam udział w porannej degustacji, która otwierała całodniową imprezę. Wszystko odbyło się w tym samym miejscu co w zeszłym roku, czyli w restauracji SPOT na poznańskiej Wildzie. Degustację prowadził i komentował, wraz z obecnymi producentami win i cydrów, redaktor naczelny Magazynu Wino- Tomasz Prange-Barczyński.

  Na pierwszy ogień poszły cydry, i powiem szczerze, że ta część degustacji zaciekawiła mnie najbardziej. Nie miałam do tej pory okazji szerzej przyjrzeć się tematowi, więc łapczywie łapałam wiedzę.


  Na samym początku zaintrygowała mnie informacja, że w przeciwieństwie do win, nie powinno się ich wąchać przed spróbowaniem. Zaleca się by dopiero po skosztowaniu, gdy łyk cydru jest jeszcze w ustach, wciągnąć powietrze i delektować się smakiem (rozwijającemu się dzięki powietrzu) w ustach. 

  Pulę otworzył Tradycyjny cydr Rembowscy- bardzo sympatyczny, zbalansowany, o przyjemniej pienistości uzyskanej dzięki powtórnej fermentacji.



  Okazało się także, że jeżeli chodzi o klasyczne założenia produkcji, cydr zawsze powinien być wynikiem kupażu, blendu różnych gatunków. Wyłamać się z tego kanonu postanowił Cydr Ignaców ze swoją jednoodmianową Antonówką 2013. To naprawdę ciekawa pozycja, jednak o wiele bardziej przypadła mi do gustu "Złota Reneta" 2014. Wyraźnie taniczne, mocno wyczuwalna skórka jabłek. Jak dla mnie:


 PYCHA!



  Zaprezentowano również półwytrawny cydr Tradycyjny od Henryka Nowakowskiego oraz jego autorstwa cydr lodowy ze sporą dozą nut orzechowych, utlenionych. 

 Ostatnie, ale równie dobre, okazały się cydry Chyliczki. "Stary Sad" 2014, który fermentował w niskiej temperaturze (10-12 stopni C), wyprodukowany z jabłek (jak wskazuje sama nazwa) ze starego (40- 50 letniego) sadu. To ważna informacja, bo jak zapewniają cydrownicy- im starsze drzewka- tym lepiej. Mało tego, że stary, dobrze gdyby też był zaniedbany! Opryskom i sekatorom mówimy zdecydowanie NIE!


  "Piwniczny"- kolejna pozycja, była o tyle ciekawa, że leżakowana w dębowej beczce przez 4 miesiące. Efekty okazały się pozytywne, co nie koniecznie jest oczywistością. Cydrownicy nadal eksperymentują z beczkami, i niezadowoleni z rezultatów, najczęściej z nich rezygnują.
  Ostatni z Chyliczki zaprezentował się cydr "Lodowy", w którym fermentacja została pociągnięta do końca.


WYŚMIENITY! 


Aczkolwiek wedle norm i przepisów cydrem nazywać go już nie można, bo szatan ma 12,5% alkoholu. Gwoli przypomnienia- dla cydrów górna granica to - 8,5%. Ja służbistką nie jestem, i może mieć nawet więcej, jeżeli zyskuje na tym smak.  



  Drugą część spotkania, poświęconą polskim winom, otwierała winnica Turnau, ze swoim Solarisem i przedstawionym później przy winach czerwonych- Rondo/Regentem (w proporcji 50/50). Trzeba przyznać, że całkiem to udany debiut na rynku. Czerwień była bardzo ładnie zbalansowana, pomimo upływu tylko 8 miesięcy od zbiorów!



  Wzgórza Trzebnickie uraczyły nas Rieslingiem , który zabutelkowany został jedynie 3 dni wcześniej! W nosie oszałamiał feerią zapachów wręcz gewurztraminowych. W ustach na szczęście nie mdły, czuć świeżość. Z pewnością jeszcze do niego wrócę.
  Z tej winnicy spróbować można było również Pinot Gris, które poddano maceracji. Skutkiem ubocznym jest niezwykły, delikatny łososiowy kolor, który nie powinien zmylić, bo to ciągle wino białe!



  Bardzo dobre wrażenie wywarła na mnie Winnica Jakubów. Sama postać Michała Pajdosza (który dopiero w 2013 przejął od ojca stery w winnicy) nastraja pozytywnie do tego co za chwilę ma wylądować w kieliszku.


Cóż, dobry winiarz to również dobry marketingowiec! 



  Facet zna się na rzeczy, mówi składnie, z sensem, a przy tym prosto, zrozumiale. Zaprezentował nam swojego Hibernala i Solarisa- oba z 2014. Pierwszy aromatyczny, przywodzący na myśl skojarzenia z nowozelandzkim Sauvignon Blanc. Zaskoczył mnie za to Solaris. Niecałe 40 gram cukru, 9 gram kwasu. Przypominał dobre niemieckie Auslese. Duża w tym zasługa szlachetnej pleśni, którą zauważono przed zbiorami. Ponieważ nie było znowuż jej tak dużo, to w butelce znajduje się blend wina normalnego i tego z porażonych gron. Jestem na TAK! A w bonusie Michał dorzucił od siebie do panelu jeszcze wino różowe.



  Winnica Miłosz poczęstowała nas z kolei swoim Pinot Noir. Kruche, delikatne, nazywane przez żonę winiarza "poetyckim".

  Saint Vincent, to również polska winnica pomimo obcobrzmiącej nazwy. Przebąkiwano jednak nieśmiało o chęci zmiany na coś bardziej swojskiego.


I dobrze! 


  Muscat Ottonel okazał się przyjemnym winem tarasowym o wyraźnie winogronowych nutach. Również do tej kategorii (win lekkich, łatwych i przyjemnych) zalicza się półwytrawne Cuvee Słoneczne.

 Z winnicy Sanodmierskiej zaprezentowano z kolei landrynkowy Sandomirius 2014 (100% Seyval Blanc) oraz wersję różową ze szczepu Maerchal Foch. Róż w tym przypadku był na tyle intensywny, że przypominał Klaret.



  Ze Srebrnej Góry przyjechały dwie etykiety: Pinot Grigio i Cabernet Cortis Reserva. O ile Pinot Grigio nie zapadło mi szczególnie w pamięci, o tyle czerwień już tak. Mocna, nowa beczka. Taniny tyle, że po wypiciu butelki nie domyjecie zębów przez tydzień. Hmmm... LUBIĘ!



  Prezentacja win od Płochockich była przyczynkiem do dyskusji na temat win różowych w Polsce. Nie mogło być inaczej, skoro to właśnie winnica jest pionierem w tej dziedzinie na ziemiach polskich. Konkluzja była jedna- w słabym roczniku naprawdę lepiej wyprodukować dobre wino różowe niż czerwone poniżej przeciętnej.



Jakość przede wszystkim!



  Jakby wrażeń było mało, to trafiła się jeszcze okazja do ocenienia wina z winnicy Equus. Magnesia to całkowicie nowa etykieta. Jej zawartość stanowi kupaż aż 4 szczepów, dominują nuty ziemiste i papryki.

  Nie mogło zabraknąć Domu Bliskowice. Chociaż właścicielom nie udało się dotrzeć na prezentację, to ich wina i tak broniły się same. Jeszcze raz zaliczyłam podejście do Cabernet Cortis z tej winnicy i muszę przyznać- za każdym razem smakuje lepiej. Jest niebanalne, ciekawe. Burak, ziemia to w tym przypadku słowo klucz.



Dobrze, że winiarze i cydrownicy chwalą się swoimi produktami, bo naprawdę jest czym. Reprezentują przy tym różne podejścia i przyświeca im często inna filozofia, ale cel dla wszystkich jest tylko jeden: ciągły rozwój i ulepszanie swoich produktów. Parafrazując kultowy hit: to widać, słychać i czuć, więc z niecierpliwością czekam już na następny rok i kolejną edycję tego świetnego wydarzenia!



Za nami już 3 edycja Festiwalu Polskich Win i Cydrów! Relację znajdziesz tutaj.

1 komentarz:

  1. Mamy nadzieję być następnym razem :) kontakt do mnie telefon 790 207 695
    BartoszM.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...