sobota, 7 lutego 2015

Dame des Bastides NV

  Prosto z Francji w przytulnym bagażniku kochanej cioteczki trafiła do mnie mała (jedynie 375 ml), aczkolwiek całkiem intrygująca butelczyna.
  Intrygująca przede wszystkim ze względu na niezbyt popularne w Polsce miejsce pochodzenia- Gaskonię. Region znany szczególnie z armaniaka, ostatnimi czasy udowadnia raz po raz, że potrafi robić całkiem przyzwoite "normalne" wina.



  Wino, które próbowałam należy do rodzaju moelleux, i osobiście określiłabym je jako półsłodkie. W barwie pięknie złote, z jasno bursztynowymi refleksami. Na kieliszku zaznaczyły się kapitalne łzy sygnalizujące obecność sporego cukru.
  W nosie na początku trochę wycofane i zamknięte, dopiero po lekkim ociepleniu i napowietrzeniu w kieliszku pojawiły się wyraźne aromaty owoców- przede wszystkim cytrusów, pomarańczy. Oprócz tego wyłapałam ananasa i kwiat lipy.




  W smaku wino bardzo przyjemne i jedwabiste. Co może zaskakiwać to kwasowość z całkiem fajną werwą i nerwem. Idzie ona ramię w ramię z wyraźną słodyczą cukru resztkowego. Dzięki takiej kombinacji wino nie jest za ciężkie i dobrze się je pije. Mówiąc oględnie- wszystko na swoim miejscu. W ustach konsekwentne z nosem, z małym intrygującym niuansem, którego początkowo nie mogłam odgadnąć. Dopiero za którymś łykiem doznałam olśnienia- pigwa! Prawdziwa pigwa, jak z popisowej nalewki mojej babci. Końcówka okazała się całkiem długa, z przyjemnym delikatnie miodowym posmakiem.


  Do pełni zadowolenia zabrakło mi tylko śmierdzącego sera...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...