Doszłam ostatnio do wniosku, że mycie naczyń może być bardzo produktywne. Podczas mycia naczyń ręce masz zajęte, ale wolną głowę. I podczas tej czynności akurat moja głowa wymyśliła sobie, że do szczęścia niezbędne są jej nowe kieliszki do wina. Akurat jak na dwuosobowe gospodarstwo domowe to kieliszków mamy wystarczająco, no ale... Przecież nie mamy takiego do burgunda! No a jeśli kupować do burgunda to i od razu do bordeaux, i przy okazji do szampana, bo tak mi się wydaję, że te nasze szampanówki to jakieś takie mało smukłe. Dostępne są na rynku też takie specjalne kieliszki do chardonnay, czy inny cięższych białych win. Uf.....
  Dziś znów będzie o Austriakach. Wcześniej pisałam o winiarzach (dla przypomnienia: tutaj), teraz przyszedł czas na zwykłych obywateli. Jak to zwykle bywa, poniższa historia wydarzyła się już wiele wypitych butelek temu, ale dopiero przy wczorajszej nasunęła mi się związana z nią refleksja. Cóż, lepiej późno niż wcale...
  I znów naszła mnie smutna konkluzja. Nie jestem dobrą przyjaciółka. Ba! Nie jestem nawet dobrą koleżanką... Mój kompan, mój poczciwy towarzysz wielu chwil, znalazł się na cenzurowanym. Nigdzie się go nie zaprasza. Unika się wręcz i wypiera! Ja ze wstydem przyznaję, że w towarzystwie nie staję w jego obronie. Trochę smutno i trochę straszno bo 

nie ma przecież osoby co by MERLOTA nie znała! 


To taka persona non grata, z którą i tak każdy potajemnie spotyka się po kątach.

merlot
  Wczoraj piłam wyjątkowe wina. Technicznie bez zarzutu, w smaku ciekawe, przez szanowne grono ekspertów winiarskich powszechnie znane i szanowane. Piłam i myślałam o tym, że co jak co, ale historia wina składa się raczej z ostrych wiraży niż szerokiej i prostej szosy wydarzeń.To właśnie przede wszystkim o tych zakrętach pamięta się i mówi, nawet jeśli zostawiliśmy je już dawno za sobą.

  W Ameryce skandal wywołał młody chłopaczyna z Indonezji (o jego przekręcie pisałam tutaj), a w Europie- pazerni Austriacy. I to właśnie o nich będzie ten skromny post, bo wczorajsze wina były z Austrii i były dobre. Były tak dobre, że nie sposób zapomnieć dlaczego takie się stały.
  Nastąpił Wielki Wybuch, coś w postaci rewolucji. Na oznaki tychże natknęłam się nie gdzie indziej jak podczas wykonywania zawodowych obowiązków. Na początku tylko małe symptomy tego, że idzie nowe, a potem raptem wielkie "BAM". Dokonało się- alkoholowe gusta Polaków uległy zmianie.
  Szeroko i głośno mówi się o tym, że mężczyźni intuicji nie mają. Trudno się wykłócać. Jedno jest pewne- jeśli mój szanowny małżonek takowej nie posiada to na pewno ma nosa do win, i oko do etykiet. Butelki do spożycia wybiera metodą, która z boku wygląda na tak zwany "chybił-trafił", ale sam twardo obstawia, że ma system. 

System miał okazję sprawdzić się na Krecie podczas obowiązkowych w takim miejscu zakupów winno-oliwnych.