wtorek, 30 grudnia 2014

Ferment 1976

  Każdy winiarz wie, że proces fermentacji jest potrzebny. Jak wina, tak i całego okołowinnego światka czasem również dotyka ferment i trzeba odpowiedzieć sobie na trudne pytanie czy jest on korzystny, czy nie. 

Taki ferment miał swój początek w 1976 roku  w Paryżu i pomimo tylu lat nadal budzi żywe emocje.







  Jak zwykle miało pójść jak po maśle i być kolejną odsłoną kąciku wzajemnej adoracji. Zorganizowano degustację porównawczą białych burgundów z kalifornijskimi chardonnay, a na przeciw czerwonym bordosom wystawiono cabernety z Kalifornii

 Wynik mógł być tylko jeden. Butelki oceniało 9 jurorów- ekspertów pochodzących wyłącznie z Francji, którym burgund płynął w krwiobiegu od kołyski. W roli obserwatora (bez prawa głosu) wystąpił organizator- Anglik Spurrier i jego koleżanka z USA. Jako założyciel i wychowanka pierwszej francuskiej szkoły wina- Academe du Vin, również ich serca dryfowały bardziej ku winom z Francji. 


Sprawa była przesądzona od początku i nawet w najbardziej pesymistycznych wersjach nie przyjęto takiego przebiegu wydarzeń.



  By nie zarzucono jawnej stronniczości postawiono na formułę degustacji w ciemno. Oj, nie jeden się już na "blindach" przejechał, więc w konkury po stronie francuskiej postawiono "pewniaki", np. Haut-Brion (1970), Mounton-Rotschild (1970) czy Beaune 1er Cru Clos de Mouches od Drouhina z 1973 roku.



  Sędziowie oceniali w skali 20-punktowej, by następnie wyliczyć dla poszczególnych pozycji średnią arytmetyczną. Co to dla nich- prościzna! Na tyle, że podczas próbowania poszczególnych kieliszków pozwalali sobie na swawolne komentarze. Skrupulatnie zanotował je amerykański dziennikarz- korespondent "Time'a". 


Klasyką stało się stwierdzenie, że "to na pewno Kalifornia. Nie ma nosa" w odniesieniu do Batard-Montrachet (1973) uważanego wówczas za jedno z najlepszych win na świecie.



Oni jeszcze nie wiedzą... Degustacja Paryż 1976 r. / źródło: graperadio.com

  Los zadrwił z wielmożnego jury i w obu kategoriach (biele i czerwienie) wygrały butelki z Kalifornii, ba!-dominowały wręcz w całej czołówce stawki. Rozpętała się prawdziwa burza. Sprawę tak naprawdę rozdmuchali sami oburzeni sędziowie, którzy dopatrywali się oszustwa i manipulacji. Jedna z jurorek, Odette Khan, kazała zwrócić sobie arkusz ocen. A gdy go w końcu zobaczyła wręcz nakazała unieważnić swoje głosy.


Po lewej stronie Odette Khan, która później będzie walczyć o unieważnienie swojego głosu 
źródło: graperadio.com

  Było już jednak za późno, fama obiegła świat lotem błyskawicy. Można by odnieść wrażenie, że z pozoru błahe wydarzenie (ileż już przecież odbyło się zaskakujących degustacji...) zyskało taki rozgłos ze względu na możliwość utarcia nosa zarozumiałym Francuzom. Niejeden ucieszył się, że te, przekonane o wyjątkowości swoich win, snoby podłożyły się same, i to w jakim stylu!


  Skutkiem ubocznym degustacji, którą okrzyknięto patetycznie "Sądem Paryża", było rozpropagowanie win  z USA i z całego Nowego Świata. Nastąpiła ich światowa ekspansja.



Wywołano ferment, który symbolicznie rozpoczął Nową Epokę...

1 komentarz:

  1. Takiej dominacji Kalifornii to znowu nie było. Nie przesadzajmy. Pierwsza piątka wśród czerwonych to:
    1. Stag’s Leap Wine Cellars 1973
    2. Château Mouton-Rothschild 1970
    3. Château Montrose 1970
    4. Château Haut Brion 1970
    5. Ridge Vineyards Monte Bello 1971
    a więc dwa kalifornijskie, trzy francuskie. Pierwsza piątka biała to:
    1. Château Montelena 1973
    2. Charmes Roulot Meursault 1973
    3. Chalone Vineyard 1974
    4. Spring Mountain Vineyard 1973
    5. Clos de Mouches Joseph Drouhin 1973
    czyli trzy kalifornijskie, dwa francuskie. W sumie szło to łeb w łeb i już to było szokiem.
    pozdrawiam

    Sławek Chrzczonowicz

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...