wtorek, 12 sierpnia 2014

Mruczący kot czy zadumany starzec?

  Uwielbiam metafory. Uruchamiają wyobraźnie, nadają nowy sposób patrzenia. Tylko krok stąd od poetyki. A już metafory w opisywaniu zapachu i smaku wina to jeden z wyższych poziomów. Często to czysty majstersztyk - czasami podczas czytania aż przechodzi po ciele dreszcz jakieś niewytłumaczalnej przyjemności. Dlaczego więc preferuję, poszukuję i wymagam opisów win maksymalnie skróconych, opartych na suchym wymienianiu pozbawionych polotu przymiotników i szeregu rzeczowników?



  Co innego przyjemność, a co innego solidność. 


Przyjemność z czytania, pochłaniania wręcz, metafor jest ogromna, jednak wybierając konkretną butelkę chcę wiedzieć czy posiada właściwości, których aktualnie poszukuję. A rzadko przecież poszukuję wina, które przypomina "doświadczonego starca w zadumie palącego cygaro" tylko raczej coś co by podeszło pod steka.

  Czyż nie jest pięknym stwierdzenie, że wino pachnie "jak dziewica tańcząca nago na polanie"? Przyznaj się - rozpala wyobraźnie. Szczególnie jeżeli takiego zapachu doświadczyłeś... Czy jesteś jednak pewien jak pachniała tańcząca nago dziewica autorowi porównania? No i w ogóle jak to wygląda w czasach gdzie o dziewice coraz trudniej! Chyba bezpieczniej powiedzieć o "skoszonej strawie" niż wdawać się w erotyczno-obyczajowe dywagacje.

  Iście poetyckie opisy wina są niezwykle rozkoszne, otulają ciepłym płaszczem estetyki, jak to (akurat o chablis grand cru): "Oto co nazwać można winem-kotem. Mruczący w kieliszku , kochający pieszczotę, gotów do wszelkich przyjemności". 



Już widzę minę męża gdy wysyłam go do sklepu po mruczące wino.




 A jak pięknie metafora potrafi rozwiązać kwestię win niepijalnych! "Są wina, po których, już po pierwszym łyku, ma się wrażenie jak gdyby rosyjska armia przebiegła po języku w onucach" takie przedstawienie jest w stanie ująć mnie do reszty, i autentycznie rozbawia.

 Wniosek nasuwa się następujący: metafora najlepiej smakuje przy kieliszku wina, a nie przy jego zakupie.

A może wcale tak nie jest? Może znów chcemy siłą coś zaszufladkować, a przed metaforą i tak nie można uciec?  Bo jak podpowiada zawsze fenomenalny Marek Bieńczyk: 


"Są dwa głównie niebezpieczeństwa mówienia o winie. Pierwszym jest wiara w techne, która udaje, że nie operuje metaforą. A mówiąc o winie zawsze operujesz metaforą, bez względu na to, czy chodzi o język czysto literacki, czy techniczny".


W tekście wykorzystano fragment rozmowy B. Deptuły z M. Bieńczykiem 
pt." Radość melancholii" dostępnej na stronie www.dwutygodnik.com  

1 komentarz:

  1. Ciekawe. Osobiście lubię metafory, tworzę bloga który w dużej mierze opierać ma się na daleko idących porównaniach wina do muzyki, filmów, osób... ale są i tacy, którzy wolą opisywać zawartość cukru resztkowego. Niech żyją i jedni, i drudzy.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...