poniedziałek, 28 lipca 2014

Winny patriotyzm

  Dziś znów będzie o Austriakach. Wcześniej pisałam o winiarzach (dla przypomnienia: tutaj), teraz przyszedł czas na zwykłych obywateli. Jak to zwykle bywa, poniższa historia wydarzyła się już wiele wypitych butelek temu, ale dopiero przy wczorajszej nasunęła mi się związana z nią refleksja. Cóż, lepiej późno niż wcale...

  Było sobie dwóch Austriaków. Zaliczyć ich można do tak zwanej klasy biznesowej. Panowie po 30stce, w idealnie skrojonych garniturach i wymuskanych fryzurach. W Polsce gościli oczywiście w interesach. Interesy te były albo bardzo stresujące, albo bardzo intratne, bo w konsekwencji panowie zasiedli przy stoliku z kartą win w ręku i zamiarem relaksu w myślach. "No idealne warunki do pracy!"- to z kolei pojawiło się także w myślach, ale już moich. Po krótkiej, ale kurtuazyjnej pogawędce okazało się bowiem, że Panowie Austriacy nie tylko lubią pić wino, ale nawet się na nim znają. Jakie błogosławieństwo!

  To chyba było najdłużej składane zamówienie jakie dane mi było przyjąć. Polecałam im kolejne pozycje, oni dopytywali się o jeszcze inne. Wspólnie przeanalizowaliśmy prawie wszystkie dostępne wina. Nie było innych gości, więc mogliśmy sobie pozwolić na naprawdę szczegółową rozmowę. Jak mawia mój tato- mądrego to i miło posłuchać. Widać było, że konwersacja sprawia obu stronom wiele przyjemności, no ale zdecydować się trzeba, więc jeden z nich podjął męską decyzję.
- Wiesz co? Te wszystkie wina są tak interesujące, że nie umiem wybrać... W takim razie ja zdecyduję się chyba na tego grunera...- puknął palcem w pozycje w karcie.
-O, to ja też poproszę!- zadeklarował się drugi.
  I tak zamówili pierwszą z trzech (sic!) butelkę gruner veltlinera z Austrii. To najważniejszy w tym kraju biały szczep, który wszyscy znają i opijają się nim na co dzień.

  "Moi" Austriacy stwierdzili zgodnie, że lubią próbować różnych rodzajów wina, ale w tamten wieczór wygrał patriotyzm. Będąc właśnie w Polsce uświadomili sobie jak ważny jest dla nich ten narodowy szczep i jaką darzą go sympatią. Wczuli się trochę w rolę jego "ambasadorów" i chcieli pokazać, że jeśli Austriak to pijący austriackie wina.

  A ja wczoraj wspominając tych czarujących Panów zastanawiałam się nad tym, czy i my doczekamy kiedyś chwili, gdy każdy Polak będzie wiedział, że istnieją poza Bordeaux czy Burgundią, także winnice w jego ojczyźnie. Ba, mało tego! Chciało by się by wina z tych winnic znał, by się o nie dopytywał w sklepach i restauracjach, by je pił i podczas picia chwalił.
Chciałoby się... więc na przyszłość takiego winnego patriotyzmu sobie i Wam życzę!

1 komentarz:

  1. W tym roku do gąski było czerwone świętomarcińskie z Krakowa ;) Ostała się jeszcze jedna butelka. Szkoda że nie było mi dane spróbować białego z którejkolwiek naszej winnicy. Widać na pniu się rozeszło.

    A na święta czeka skitrany półsłodki Hibernal ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...