piątek, 23 maja 2014

Wąsate wino

 Czerwone wino rozlewa się po pękatym kieliszku i już widać i czuć już, że to nie żaden fircyk w zalotach ale poważny i stateczny jegomość.

Żadnych przy nim głupostek!


 Zachęca raczej do wspólnego filozoficzno-egzystencjalnego dyskursu niż płomiennego romansu- no prawdziwy dżentelmen. Trzeba go jeszcze mocniej rozkołysać, a z chęcią opowie Ci ciąg dalszy swojej historii.

Łzy wina

  Już wtedy darzyłam wina osobliwą czułością. Pociągały mnie i chciałam wiedzieć o nich jeszcze więcej i więcej. Postanowiłam wówczas, że muszę nauczyć się opisywać nienazwane. Pod okiem bardziej doświadczonych kolegów stawiałam pierwsze samodzielne kroki w profesjonalnym nazywaniu tego, co poprzez oko, nos i usta podpowiada mi serce.



  Więc jeszcze niewprawną i całkiem nieporadną ręką kręcę winem w kieliszku. Jak na karuzeli. Lustrując kolor na tle białej serwetki wyrokuję stanowczo, głośno i z nieukrywanym zachwytem: 

"Jakie ma piękne, długie wąsy!" 


A okazało wąsów żadnych tam nie było! Natychmiast przywołano mniedo porządku (w ogólnie panującej wesołości), że to przecież łzy są!


Łzy wina
Cóż mi powiesz wino? Zapłaczesz czy zadziornie pokażesz wąsy? 
fot.: Tyler Philip z http://tylerphilp.com/

  A mi jakoś tak nie w smak się zrobiło, bo przecież ten mój elegant w kieliszku, taki stonowany i silny. Płakałby się jak dziecko? Mu nie przystawało. On by na to pozwolić sobie nie dał! Podkręcił tylko z dumą wąsa. 

Może inne wina płaczą- rzewnie, melancholijnie lub ukradkiem, ale nie to, i nie jemu podobne...



  No ale poprawić się musiałam i od tamtej pory już zawsze mówię o łzach, a myślę o wąsach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...