środa, 30 kwietnia 2014

Ciekawość wina

  Wino pijałam i wcześniej, ale podobnie tak jak się słucha nie słysząc i patrzy nie widząc. Możliwe też, że w większości były to po prostu bardzo podłe i mierne trunki, trudno powiedzieć, tak bardzo mnie to nie obchodziło. I w pewnym momencie po prostu wszystko się zaczęło.


   A zaczęło się w całkiem urokliwych okolicznościach- w pewne upalne wakacje, tuż po ślubie, które spędzaliśmy nad polskim morzem. Doszczętnie ogłupiali jeszcze z nadmiaru emocji cieszyliśmy się sobą i chwilą. Wieczorem postanowiliśmy to uczcić i otworzyć butelkę wina. Butelka przyjechała z nami  przez pół Polski arogancko upchana w torbę miedzy skarpetki i majtki. Była prezentem ślubnym, który uważaliśmy za miły gest.

  Bez zbędnych ceregieli dobraliśmy się do niej i nalaliśmy sobie po szklaneczce (sic!). W pokoju hotelowym oprócz szklanek do wody nie było żadnych innych naczyń więc uznaliśmy to za naturalny wybór, no bo kto by się przejmował kieliszkami!

  Oj, od razu poczułam zapach zupełnie inny niż w winach, które pijałam wcześniej. Wydał mi się taki... zapraszający.
Spróbowałam i oniemiałam. 

  To jest tak jakby przez moment coś ci się rozjaśniło w głowie, z zaskoczenia uderzyło w twoją osobę. Ciężko opisać tę ulotną sekundę jakiegoś tajemniczego rozbłysku, którą może dać tylko dobre wino. Byłam pod niesamowitym wrażeniem, zafascynowana tym, że kolejne łyki, a potem i kolejne szklanki tej samej butelki mogą tak zmieniać odczucia. Kładąc się spać postanowiłam dowiedzieć się jak najwięcej o tym winie.

  Nad ranem po pustej butelce nie było śladu, przykładny mąż pozbył się jej razem z innymi odpadkami. Ale na szczęście pozostał mi trop. Jedyne słowo, które zapamiętałam z etykiety było krótkie i dźwięczne- POMEROL.

  Myślę, że to właśnie wtedy zaczęła się moja ewolucja. Chciałam wiedzieć wszystko o tym winie i jego historii. Przeryłam internet, a z każdym artykułem pojawiały się nowe pytania i nie mało frustracji, jakby otworzyła się przede mną jakaś tajemna dziedzina, trudna i dostępna tylko dla nielicznych.
No i wsiąkłam na dobre...

  Nazwy winnicy, z której pochodziła butelka niestety nie odnalazłam i do dziś nie mogę przestać myśleć o tym, że najlepsze wino w moim życiu piłam z okropnych literatek. Jak cudownie aromat i smak mógłby się rozchodzić przy odpowiednim kieliszku... Mam żal do siebie o wcześniejszą ignorancję, ale też nie małą uciechę, że w tak niespodziewany sposób odkryłam swoją największą pasję.

  To nie ja odkryłam wino, to wino odnalazło mnie! :)

1 komentarz:

  1. Nieprawda, masz takie wspomnienia, właśnie dlatego, że piłaś z okropnych literatek. Niewykluczone, że gdybyś piła z Riedla nie byłoby tego olśnienia.
    pozdrawiam
    jongleur

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...