Ta historia wydarzyła się naprawdę. Opowiedział mi ją mój serdeczny kolega, który usłyszał ją od swojego serdecznego kolegi, któremu przekazała ją jego serdeczna koleżanka, której się historia owa przydarzyła. Koleżanka pracuje w malutkiej rodzinnej winnicy i tego dnia oddelegowana została by przyjąć gości w posiadłości i poprowadzić dla nich degustację. Wybór był nieprzypadkowy - najpłynniej bowiem porozumiewała się po angielsku, a zapowiadani goście przybyć mieli aż zza oceanu.

Dobre wino potrafi pobudzić wyobraźnie, a wyśmienite... rozpalić ją. Czy jest coś, co podnieci wyobraźnie bardziej? Niektórzy powiedzą, że tylko wielkie pieniądze. Bo czy nie jest tak, że samo myślenie o nich może doprowadzić do gorączki? Z resztą, wyśmienite wina i ogromna mamona często chodzą w parze. Stąd też rankingi najdroższych win świata cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem. Nie tylko wśród bogaczy! Jak nie można czegoś wypić, to chociaż miło o tym poczytać...


W jednym z ostatnich artykułów rzuciłam stwierdzenie, że kto stoi w miejscu, ten się cofa. Oh, jak dobrze to widać na przykładzie branży winiarskiej w Polsce, która w dużej mierze ciągle jest zdominowana przez dyskonty. Lidl i Biedronka do tej pory, mniej więcej po równo, dzieliły się tym kawałkiem tortu. A potem...

Plan był konkretny.  Joga o poranku, skłony i szpagaty w pierwszych promieniach wślizgujących się do mieszkania. Potem śniadanie:  smoothie lub inne papki warzywno-owocowe.  Długi spacer z psem (mówią, że dobre na krążenie i obniżenie kortyzolu w organizmie). 

Tak warto spędzić wolną niedzielę. 

 


O jodze całkiem zapomniałam i wstałam za późno. Żaden to poranek, gdy zegar jest bliski wybicia południa. Na zewnątrz mroźno i wietrznie.  A do tego sąsiad chyba pali w domu oponami - smród rozlał się po całej okolicy. Dusi i drapie. Pies nie chciał współpracować w sprawie spaceru. Szybkie załatwienie spraw najważniejszych i wyrwał pędem do domu. W sumie jestem mu za to wdzięczna. O zdrowym śniadaniu nawet nie wspomnę. 

Wszak nie ma lepszego śniadania niż mocna kawa. 


Tak więc siedzę z kubkiem czarnej i mocnej jak diabeł kawy i przewijam internet w telefonie. A tam same ważkie tematy: nagrany z ukrycia gołąb-samobójca, bawiące się szczeniaki i kot z petunią na głowie (sic!). Raptem, bach - wyświetla mi się obrazek, nie nowy przecież, wielokrotnie wcześniej widziany.

Obrazek ma przekaz krótki i prosty: "Wino nie zadaje pytań, wino rozumie". 


Setki tysięcy polubień, dziesiątki tysięcy udostępnień. Gdyby mierzyć tą miarą, wyszło by, że mam przed sobą prawdę absolutną i objawioną. A we mnie aż wszystko krzyczy, że to głupota, bujda jest. 


No bo jak to. W dobrym winie pytań przecież się oczekuje i namiętnie szuka. Wybitne wina to te, które zaskakują. Nie walą odpowiedzią między oczy, tylko mnożą przypuszczenia. Pochylasz się nad kieliszkiem i sam przed sobą stawiasz pytania. Przybywa ich z każdym łykiem. Ani myślą odfrunąć. Siedzisz zatem późno w noc starając się uporządkować wszystko to, co w kieliszku i to, co krąży po głowie. Jesteś pewien, że nie zerwiesz się jutro przed świtem. I nawet już Ci nie szkoda tej jogi o poranku.

Czasami potrzeba nabrać dystansu i potrzeba dać sobie przerwę. Jednak jeżeli przerwa ta niebezpiecznie mocno się wydłuża, to potrzeba... zaserwować sobie mocnego kopa (może być ten w cztery litery). Dla mnie takim mentalnym "kopem" okazał się udział w V Zlocie Blogosfery Winiarskiej. Na blogu od paru ładnych miesięcy hulał wiatr, a ja zabierałam się do pisania nowych tekstów tak, jakby prowadzili mnie na szafot.

Czas na nowe otwarcie! 

 

Oficjalne Logo V Zlotu Winiarskiej Blogosfery

Śmiało mogę powiedzieć, że coroczne Zloty Blogosfery Winiarskiej organizowane przez Winicjatywę i Wojtka Bońkowskiego to wydarzenie, na które czeka się cały rok. Walnę truizmem, ale największą ich zaletą są... ludzie. Zagęszczenie winiarskich zapaleńców na metr kwadratowy jest wysoki i proporcjonalnie inspirujący. 

To też zasługa programu, który w tym roku oferował szczególnie dużo wystąpień, paneli i degustacji. Niestety, czas nie jest z gumy i gonił nas nieubłaganie. Program, przez swoje bogactwo, napięty był jak wyjściowa koszula na brzuchu wuja Zdzicha. Szkoda, że czasami, gdy dyskusja przybierała szczególnie ciekawy kierunek, trzeba było przechodzić do następnego punktu w rozkładzie dnia. To znak, że impreza się rozrasta i nieuchronnie zmierza w kierunku dwudniowego, weekendowego wydarzenia.

Może wtedy się wreszcie dość nagadamy. 


Dla mnie najbardziej wartościowym był udział w komentowanej degustacji austriackich Erte Lage, na którą obowiązywała oddzielna rejestracja. Było warto! Wojtek Bońkowski prosto, ale precyzyjnie opisał zawiłości apelacyjne i historię ich zmian w Austrii. Nigdy nie czułam się dość mocna z win tego kraju, więc tym bardziej degustacja pomogła mi poukładać wszystkie fakty w głowie. No i te butelki... Z pewnością zasługują na więcej miejsca niż skromny akapit i prawdopodobnie pokuszę się o oddzielny wpis im dedykowany.

Złoto Austrii

Z wydarzeń ogólnodostępnych, zżerała mnie ciekawość co do wystąpienia Richarda Bampfielda, Master of Wine. Miał on przybliżyć słuchaczom tematykę premiumizacji win w kanale nowoczesnym. Koniec końców, wystąpienie poszło w kierunku współczesnych trendów wśród konsumentów wina. Wina różowe, musujące, bezalkoholowe, organiczne, ekologiczne. To, co wiedziałam już wcześniej. Zaserwowane jednak bardzo elegancko, płynnie i z niewymuszonym poczuciem humoru. 

Spostrzeżenie - wszystko z uroczym brytyjskim akcentem brzmi lepiej i znacznie mądrzej.

 

źródło: Winicjatywa,

Najmocniejszym punktem programu ogólnego było dla mnie wystąpienie Patryka Tomżyńskiego - Social Media Menagera z agencji reklamowej Kalicińscy. Bardzo zwięźle i przejrzyście zaprezentował możliwości i inspiracje do dalszych działań związanych z blogowaniem, kładąc szczególny nacisk na Instagrama. Po jego wystąpieniu padło z sali sporo pytań, co potwierdza moją tezę, że blogerzy piszący o winie są spragnieni wiedzy związanej z technicznymi aspektami prowadzenia bloga i obecności w sieci. Robienie zdjęć, nagrywanie filmów, zmieniające się wtyczki, aplikacje, obsługa mediów społecznościowych - to kwestie, które często przytłaczają i sprawiają, że blogowanie jest ciągłym wyzwaniem. Z drugiej strony w kuluarach mówiło się też o pewnym niedosycie po tym wystąpieniu i nadziei na większe konkrety. Ja wyniosłam z niego naprawdę sporo - widocznie, jak mawia młodzież - "mało umiem w internety".


Whisky, rum, Metaxa, a może koniak? Degustacja mocnych alkoholi.

Dobrym posunięciem organizatorów było też zdryfowanie na chwilę z winiarskiej tematyki na rzecz innych alkoholi - piwa i spirytualiów. Możliwość poszerzenia wiedzy nie tylko w zakresie wina, jest nieoceniona. Kto nie idzie to przodu, ten się cofa. Mam nadzieję, że wystąpienia związane z piwem wejdą na stałe do harmonogramu następnych Zlotów.

Rewolucja piwna w końcu ogarnęła winiarską blogosferę! 


Tradycyjnie, najgorętszym momentem dnia był "test kompetencji". To nic innego jak degustacja w ciemno podczas, której biedni blogerzy pocą się jak myszy nad kieliszkiem wina, co by nie wyjść na całkowitego kretyna. Ja widocznie spociłam się dość skutecznie, bo nieoczekiwanie zajęłam trzecie miejsce. Czyżby w historii Zlotów przypadł mi tytuł pierwszej kobiety "na pudle"? Poprawcie mnie jeśli się mylę. Pokonała mnie ekipa krakowska - Irek Wis (blurppp) oraz  Mateusz Piątek (W tango z winem).

To tylko część nowej oferty win francuskich z Lidla

Jako, że sponsorem głównym całego przedsięwzięcia był Lidl, nie mogło zabraknąć premiery nowej oferty dyskontu. O niej jednak innym razem.  Etykiet jest sporo, a część z nich zasługuje na wspomnienie w oddzielnym wpisie.
 
Nie będzie za to wpisu o wieczorku integracyjnym. Bo chociaż przepysznych win było zatrzęsienie, to spotkaliśmy się przede wszystkim by móc ze sobą poprzebywać i porozmawiać, już niekoniecznie o winie.