Primitivo już od kilku lat cieszy się w Polsce niesłabnącą popularnością. Powoli uczymy się pijać wytrawne wina, a ten pochodzący z Apulii szczep to idealny "pomost" by bezboleśnie przejść od półsłodyczy do wytrawności. Wina z niego robione zalewają nasz rynek, można przebierać w przeróżnych etykietach.


Ten człowiek to maszyna! Chwalimy tak tych, którzy osiągnęli szczyty możliwości fizycznych, intelektualnych. Budzą w nas podziw, budzą w nas szacunek. Tacy chcemy być. O tym jest kawałek Daft Punk - "Harder! Better! Faster! Stronger!". Pracuj ciężej, wykonuj lepiej, rób szybciej. Bądź mocniejszy. 

Bądź człowiekiem - maszyną.



Tymczasem z drugiej strony barykady naukowcy dążą do coraz większego upodobnienia maszyn do ludzi. Zaawansowane roboty potrafią coraz więcej. Mówienie, czytanie - to już dawno ograne. Teraz te najbardziej wyszukane posiadają mimikę i gestykulację oraz uczą odczytywać i interpretować ją u innych. Człowiek - maszyna kontra maszyna - człowiek.

A gdyby stworzyć sztuczną inteligencję - eksperta od wina? 


Konkursy winiarskie pozbawiono by tego nieznośnego widma subiektywności przy ocenach członków jury. Wjechałby na scenę robot, zdegustował próbki, przeanalizował i ocenił według dokładnego algorytmu. I mógłby tak od świtu do nocy. Nie dałby się ani presji czasu, ni zmęczeniu, ni znużeniu czy innym niesprzyjającym okolicznościom.


Mistrzostwa sommelierów? Wszystkie rankingi kto lepszy, kto mądrzejszy, poszłyby w łeb. Taki robot - sommelier nigdy się nie pomyli. Ma wgraną w pamięć całą dostępną wiedzę enologiczną i rzuca nią jak z rękawa. Zapytaj go o co chcesz! W dowolnym momencie! Zawsze odpowie prawidłowo i wyczerpująco. Takie cudo mógłbyś zakupić i mieć na własność. A wyobraź sobie te kolacje, domowe przyjęcia... Jak podczas ich trwania nalewa z jednej butelki, co do mililitra, równe porcje wina. Ile kieliszków by nie było. Dla sztucznej inteligencji żaden wyczyn by w sekundę precyzyjnie wyliczyć objętość płynu, którą musi zaserwować. Po co wychodzić do restauracji, po co fatygować omylnych, bądź co bądź będących tylko ludźmi, sommelierów? Każdy miałby swojego własnego i wykwalifikowanego (może nawet podręcznego) doradcę win. 

Nieprzebrane możliwości i łatwiejsze życie każdego winomana!


Znasz kawały o amerykańskich naukowcach? Tym razem to nie kawał. Chociaż jest tu trochę śmieszno. Przede wszystkim jednak jest trochę straszno. A było to tak...

Badacze z Georgia Instytut of Technology wypuścili w świat raport, a zarazem pewnego rodzaju manifest. Przekonują w nim, że powstające coraz to doskonalsze roboty nowej generacji, mogą być zdolne do przyswajania moralnych wartości. Wszystko poprzez wystawianie ich na historie i opowieści, które leżą u podstaw kultury ludzi. Dzięki nim sztuczna inteligencja ma przyswoić i wypracować sposób działania podobny do ludzkiego, który u nas podyktowany jest wrażliwością i empatią. 

Ni jak ma to się jednak do wyników konkurencyjnego badania innych naukowców, którzy w 2016 roku postanowili sprawdzić powyższą teorię. Nakarmili więc pamięć robota Homer16 największymi dziełami literatury światowej, kazali mu je przeanalizować, a wnioski streścić w kilku zdaniach.


Jak się okazało Homer16 największy problem miał z Hamletem. Według niego główne przesłanie dramatu to myśl, że najgroźniejsze jest niezdecydowane działanie, a "swoich wrogów powinno się pozbywać szybko, brutalnie i bezlitośnie". Sztuczna inteligencja nie była również w stanie zrozumieć pytania "być albo nie być". Skwitowała, że nie ma ono sensu.  

Sztuczna inteligencja nie zrozumie wina, choćby była najlepszym z winiarskich ekspertów. 


Wino to nie tylko wiedza enologiczna, to nie tylko rytuały związane z jego serwowaniem i degustacją. To miejsca, ludzie, okoliczności, emocje jakie towarzyszą jego powstawaniu oraz spożywaniu. Ludzie tworzą wino, a wino tworzy ludzi. Dopóki robot nie dojdzie do sensu hamletowskiego "to be or not to be" nie pojmie też istoty wina. Sommelierzy mogą spać spokojnie.
Jeżeli chodzi o winiarstwo, jest taki region... region - symbol. Toskania. Plener niezliczonych filmów romantycznych i ojczyzna sangiovese. Region - ewenement. Ceniony przez znawców oraz tuzy winnego świata, jak i kompletnych amatorów.



Degustacje win toskańskich ściągają więc zawsze dzikie tłumy. Nie inaczej było w przypadku dwóch imprez, organizowanych pod koniec czerwca przez poznański MineWine. Miejsca na degustację z komentarzem producentów rozeszły się szybciej, niż zdążyłam przeliterować "brunello". To dla mnie po dwakroć ważne wydarzenie. Po pierwsze dlatego, że jako członek zespołu MineWine byłam odpowiedzialna za sprawną organizację degustacji - jej przygotowanie i obsługę. Po drugie, za prezentowanymi winami od Principe Corsini, Poggio Mandorlo i La Fiority od dawna przepadam i szczerze lubię. Tym bardziej cieszyłam się, że w końcu poznam i pogadam z kimś "od nich".

Pomimo tego, że Toskania to niezliczone, większe i mniejsze apelacje winiarskie - najczęściej utożsamiana jest z tą jedną. 

Nie sposób mówić o Toskanii bez wspomnienia 

o Chianti. 


Żadna degustacja win toskańskich nie obędzie się bez tej klasyki. Nic dziwnego, że i tym razem od niej rozpoczęto spotkanie. Selvaggia Simonelli, przedstawicielka Principe Corsini naświetliła zebranym gościom historię i geografię apelacji. Skąd wziął się fenomen chianti? Wyjaśnienie znaleziono w kieliszkach.

Principe Corsini to producent z długimi, kilkuwiekowymi tradycjami. Posiada dwie winnice: pierwszą w sercu Toskanii - Chianti Classico, kolejną zlokalizowaną blisko wybrzeża, w regionie Maremma. A jedna od drugiej różni się tak znakomicie, że można na ich podstawie dawać długie wykłady o koncepcji terroir dla najbardziej opornych. Podczas degustacji spróbowaliśmy:

Le Corti Chianti Classico DOCG Biologico 2015



To chianti z 95% sangiovese i dodatkiem 5% colorino, które następnie dojrzewało 12 miesięcy w betonowych kadziach. Producenci reklamują je jako wino organiczne i odpowiednie dla wegan. Znałam już wcześniejsze roczniki, teraz miałam okazję spróbować dobry 2015. I nie byłam zawiedziona. Kwiaty i świeże owoce są tu świetnie wyważone, wszystko łączy się ze sobą w harmonijną całość. Le Corti pijam regularnie i żywię do niego niemałą sympatię. Uważni czytelnicy mogli wyłapać już kilkakrotnie zdjęcia tej butelki na Instagramie.


Cortevecchia Chianti Classico Riserva DOCG 2015




To również 95% sangiovese i 5% colorino, pozyskanych z krzewów o średnim wieku 32 lat (trochę więcej niż w przypadku Le Corti). Wegańskie i organiczne, jak poprzednie. W tym przypadku dojrzewało jednak 20 miesięcy w wielkich dębowych bekach. Stąd też więcej ciała i struktury niż u poprzednika. Nuty fiołka i dojrzałej wiśni dopełnia lukrecja oraz trochę eukaliptusa. Wino sprawia dużą przyjemność już teraz, warto jednak jeszcze trochę poczekać i potrzymać w piwniczce do osiągnięcia piku.


Don Tommaso Chianti Classico DOCG 

Gran Selezione 2014



Do produkcji tego wina użyto tylko najlepszych gron z małej parcelki. Don Tommaso składa się w 80% z sangiovese i 20% z merlota. Przez 18 miesięcy traktowano wino beczką typu tonneaux, przy czym tylko 30% trafiło do beczki używanej. Don Tommaso jest potężny, bogaty, intensywny. Bukiet pięknie ewoluuje w kieliszku i odkrywa a to nuty śliwki i róży, a to skóry i grafitu. Nad jednym kieliszkiem można siedzieć i siedzieć.


Birillo Costa Toscana IGT 2015



Grona na te wino zbierano z winnic położonych w Maremmie, w południowo-zachodniej części Toskanii. To kupaż merlota i caberneta, który dojrzewał rok w używanych barrikach. Birillo jest pełne i ekstraktywne. Konfiturowe jagody przeplatają się z czekoladą oraz dodatkiem przypraw i ziół.



Marsiliana Costa Toscana IGT 2013



Dojrzewający przez 15 miesięcy w nowych beczkach kupaż cabernet sauvignon, merlota i petit verdot. Sporo tu nut dojrzałych śliwek, wiśni i ciemnych jagód. Uzupełniają je nuty balsamiczne, "ziemiste". Finisz długi, o posmaku deserowej czekolady. Wino jest krągłe, pełne, wygrzane - jak "słońce zamknięte w butelce". Na pewno wrócę do niego w pochmurne jesienno-zimowe wieczory, by otuliło mnie swoim "ciepłem".

Kolejny producent, w którego imieniu przemawiał Erik Klein, to Poggio Mandorlo. Ziszczenie marzeń czwórki przyjaciół, których największym pragnieniem była produkcja wina. By zrealizować cel podjęli współpracę z uznanymi winemakerami oraz znaleźli kawałek ziemi o wyjątkowym terroir. Dostrzegli potencjał w stokach wygasłego wulkanu Monte Amiata w apelacji Montecucco  i zaryzykowali.



Il Vigneto di Poggio Toscana IGT 2016



To najnowszy projekt od Poggio Mandorlo. Pierwszy rocznik tej etykiety. Wino stworzono w całości z gron merlota zebranych podczas zeszłorocznych zbiorów. To taki merlot -  przyjemniaczek. Wyśmienicie pijalny. Jest bezpretensjonalnie, gładko, bardzo owocowo i soczyście.


 Il Guardiano Toscana IGT 2014



Prawdopodobnie kojarzą go prawie wszyscy blogerzy piszący o winie w Polsce. Pili rocznik 2011 jako moją rekomendację, podczas zeszłorocznych, pamiętnych warsztatów pisania z Ewą Wieleżyńską, w ramach Zlotu Blogosfery Winiarskiej. W butelce znajduje się sangiovese, z niewielkim dodatkiem merlota, dojrzewające 12 miesięcy w kadzi ze stali nierdzewnej. Wino ma średnią budowę i taninę oraz dobry balans. Il Guardiano 2014 jest ciągle świeże, brak w nim oznak zmęczenia. Idealny kompan pod wszystkie pasty z sosem bolońskim bądź pomidorowym.


 La Querce Montecucco Sangiovese DOCG 2012



Temu winu poświęciłam oddzielny wpis w cyklu #WinnyWtorek. Można zapoznać się z nim pod linkiem: Inna twarz Toskanii czyli La Querce 2011. Pisałam wówczas: 



"Według wymagań apelacji na La Querce  składa się głównie sangiovese (90%), pozostałe 10% stanowi merlot. Wino dojrzewało 12 miesięcy w beczce i kolejne 4 w butelce. Nos absolutnie zachwyca. Jest złożony i ewoluuje w kieliszku. Bardzo intensywne aromaty. Ciągle jest dużo owocu- wiśnie, jagody leśne i jeżyny". 

Podpisuję się pod tym i w przypadku rocznika 2012. Jest może trochę bardziej miękki, otulający i jeszcze bardziej aromatyczny. Zdecydowanie trzyma, narzucony przez poprzednie roczniki, wysoki poziom. 



Il Poggiomandorlo IGT Toscana 2010



To jedno z topowych win od tego producenta. Dojrzewający przez 18 miesięcy we francuskich barrikach cabernet franc w kupażu z merlotem dał rewelacyjny rezultat. Wino kompletne i potężne. Jagody, jeżyny, czarna porzeczka, skóra, czekolada, tytoń, nuty balsamiczne. Jest intensywnie i jest bogato. Przy tym wszystko podane w sposób finezyjny, elegancki. Dzięki wyraźnej taninie i zaznaczonej kwasowość ma jeszcze spory potencjał dojrzewania. 

Niedaleko Montecucco, gdzie znajduje się Poggio Mandorlo - tuż za miedzą, po drugiej stronie rzeki, rozpościera się jedna z najbardziej prestiżowych lokalizacji nie tylko Toskanii, ale i całych Włoch. Montalcino i jego słynne Brunello. Właśnie tam winnice posiada kolejny producent: La Fiorita.


To jak na te rejony młody projekt - pierwszy rocznik gron na ich Brunello został zebrany w 1993 roku. Jednak właściciele nie mają z tego powodu żadnych kompleksów. I mieć nie powinni! Wina są potężne, a jakość broni się sama. 


Rosso di Montalciono DOC 2016 




To sanagiovese dojrzewające przez 10 miesięcy we francuskim dębie drugiego użycia. Producent wypuścił jedynie 2 tysiące butelek tego wina. Na Rosso di Montalcino spogląda się jak na młodszego brata Brunello, ale mylą się Ci, którzy widzą w nim jedynie proste wino. Rosso di Montalcino od La Fiority ma dużo do pokazania i sporo to zaoferowania. Może i jest mniej ekstraktywne od Brunello, ale doskonale zbalansowane. Rocznik 2016 jest jeszcze młode, mocno żywiołowe. Można pić teraz, można chwilę poczekać.
  

Brunello di Montalcino DOCG 2011




Przez zabutelkowaniem przeleżało 6 miesięcy w kadzi ze stali nierdzewnej i 24 miesiące w beczkach. Robi wrażenie. Jest potężne, a przy tym delikatne. Wino kompletne, wyważone i harmonijne. W nosie feeria zapachów. Aromaty pięknie ewoluują w kieliszku, od czerwonych owoców, poprzez fiołki, na nutach odbeczkowych skończywszy. W ustach jest wyraziste, ma przed sobą jeszcze długie lata w doskonałej kondycji.



Takie spotkania, z taką listą win do degustacji, nie zdarzają się zbyt często. Szczególnie w Poznaniu. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że mogłam być częścią tego wydarzenia. Mam przy tym nadzieję, że nie było to moje ostatnie spotkanie z Selvaggią i Erikiem. 



Nie mówię więc do widzenia, 

a do zobaczenia!

Degusta España to przedsięwzięcie, którego szczerze zazdroszczę warszawiakom. Jakby różnych degustacji mieli mało, to jeszcze Ambasada Hiszpanii w Polsce podjęła się organizacji cyklicznych spotkań, podczas których przybliża bogactwo win z Półwyspu Iberyjskiego wszystkim tym, którzy tematem są zainteresowani.


Ta historia wydarzyła się naprawdę. Opowiedział mi ją mój serdeczny kolega, który usłyszał ją od swojego serdecznego kolegi, któremu przekazała ją jego serdeczna koleżanka, której się historia owa przydarzyła. Koleżanka pracuje w malutkiej rodzinnej winnicy i tego dnia oddelegowana została by przyjąć gości w posiadłości i poprowadzić dla nich degustację. Wybór był nieprzypadkowy - najpłynniej bowiem porozumiewała się po angielsku, a zapowiadani goście przybyć mieli aż zza oceanu.